Vincent save my day

październik 24, 2006 at 19:15 (Internet, Moje przemyślenia)


My mistake

Okazało się, że nie miałem racji z Bellamym - złapał kontuzję na ostatnim treningu przed meczem i dlatego nie grał. Pojawiają się głosy, że Stevie Gerrard może odejść, bo ma dość grania na prawej… Przyjmuje to na razie z przymrużeniem oka. Ale lepiej, żeby coś się ruszyło. Szybko.

YouTubers

Przeglądając sobie dzisiaj moje ulubione blogi, znalazłem (via Andy Rutledge) taki filmik z YouTube. Bardzo smutna i poruszająca rzecz. Trochę mnie to zmusiło do przemyśleń nt. mojej obecności w sieci, moich relacji z ludźmi… Potem eksplorując dalej ten blog znalazłem link do tej galerii na flickerze. I od razu mi się humor poprawił.

And so it is, just like you said it would be

… no i skończyło się. Było jak poprzednio – zachłyśnięcie się na początku, radość, bliskość, nadzieja. A potem poczucie, że nie dam rady z siebie nic wykrzesać… Kasia miała racje, powinienem dać sobie spokój, zanim sam do końca się nie wyleczę. Nie ma co liczyć, że uczucie do kogoś pojawi się samo i posprząta ten bajzel we mnie.

Nawet nie jest mi jakoś szczególnie smutno, trochę to przerażające jak bardzo obojętnieje. Zawsze powtarzałem: „Jaki jest sens bycia z kimś, jeżeli się nie chce z tą osobą spędzić całego życia?” I ona też chyba to zrozumiała, dlatego zaproponowała przejście na przyjaźń. Musze sobie poszukać jakiejś modelki na sobotę.

Odnośnik Brak komentarzy

Irish (i nie tylko) memories…

październik 22, 2006 at 21:14 (Irlandia, Liverpool FC, Moje przemyślenia, Muzyka, pearl jam, wrocław, wspomnienia, życie)

Bardzo ciepły, słoneczny dzień dzisiaj. Od rana miałem „irlandzkie” wspomnienia. Najpierw Irish Coffee. Jameson mi się kończy po wypłacie trzeba będzie uzupełnić zapasy. Wspominałem sobie wizytę w Dublinie. Chciałbym tam znowu pojechać, bardzo mi się tam podobało. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pojadę tam na dłużej. Choć w planach mam jeszcze jakieś ciepłe wakacje, od kiedy obejrzałem zdjęcia z urlopu Artura w Chorwacji – błękitne morze i wszechobecne słońce mocna zadziałało na moją wyobraźnię.

You’ll never walk allone

Wybrałem się do pubu na mecz ManU-Liverpool FC. Zajrzałem do Guinessa na Solnym. Nie wiedziałem, że we Wrocławiu jest tylu Angoli. Pub był ich pełen, oprócz kelnerki i barmana byłem chyba jedynym Polakiem. Atmosfera była gorąca – przypomniało mi się jak w Irlandii wybrałem się z Robem i Wesem do pubu Harp w Swords, żeby zobaczyć mecz z Chelsea o Community Shield. Tak jak wtedy popijałem Guinessa (znalazłem chyba pierwsze jak dotąd miejsce w Polsce, gdzie potrafią go porządnie nalać). Podstawowa różnica polegała na tym, że tym razem przegraliśmy (2:0). Zawsze broniłem Beniteza, bo to świetny trener ale w tym sezonie The Reds grają wyraźnie poniżej oczekiwań. Jest październik, a w lidze przegraliśmy już z Evertonem, ManU i Chelsea. I to nie strzelając bramki. Dzisiaj zostawił w domu Bellamy’ego, a wystawił Garcie. Hiszpan grał kompletny „piach”, a mimo to nie zdjął go z boiska. Hasło „In Rafa we trust” staje się coraz trudniejsze to zaakceptowania. Ale sezon będziemy oceniać w czerwcu. Dobrze, że w Champions League nam idzie. No i Widzew wygrał w piątek.

Praga, Sazka Arena 22.09.2006

Miesiąc temu o tej porze na scenę Sazkiej Areny w Pradze wchodzili Mike, Jeff, Matt Stone i Eddie. Niezapomniany wieczór, w czasie którego spełniłem jedno ze swoich marzeń – zobaczyłem na żywo Pearl Jam.Pearl Jam

Często wracam pamięcią do tego koncertu, pamiętam jak następnego dnia miałem uczucie, już wcześniej mi znane, ale z zupełnie innego powodu, że coś minęło, że będę bardzo tęsknił. Na przemian przepełniała mnie wielka radość, że byłem tam i smutek, że się skończyło. Wierzę, że to nie był mój ostatnich ich koncert, mam nadzieję, że akcja „You forgot Poland” odniosła skutek i PJ przyjadą na koncert do Polski. Zresztą spacerując wokół Sazkiej w dniu koncertu, jak również odwiedzając okoliczne knajpki miałem wrażenie, że jestem w Dublinie – niby obce miasto a na każdym rogu można spotkać Polaka :D.

Wish you were here

Mam ostatnio trudne chwilę ze sobą… List z przeszłości, który zamieszał trochę moim, wydawało się już uspokojonym życiem… Wish You Were Here

Wpatruje się dziś w telefon. Tym razem jeszcze nie zadzwonię, ale wiem, że ten moment nadchodzi… Chciałbym wiedzieć, co u niej, upewnić się czy jest bezpieczna. To niesamowite jak trudno się uwolnić od…

Odnośnik 1 komentarz

A jednak…

październik 15, 2006 at 20:28 (film, życie)

… weekend nie był taki zły. Grypa mnie nie dorwała, przynajmniej na razie, choć ciągle czuję, że się czai. Wczoraj wybrałem się z mamą i Dagą do kina na film “Diabeł ubiera się u Prady”. One wybierały ;). W sumie miałem do wyboru to albo Teatr Lalek. Bałem się, że to będzie jakieś badziewie w stylu “Pret-a-Porter” Altmana - na którym o mało nie zasnąłem. Było jednak ciekawie, trochę wesoło, trochę poważnie. Dodatkowo za nami siedziała jakaś ekipa, która każdy zwrot akcji przyjmowała rechotem, co u nas z kolei wywoływało rozbawienie i uśmiech zażenowania.

Dzisiaj Daga zaprosiła mnie na obiad do Piramidy. Pyszna karkówka z grilla. Naprawdę pyszna. Jakoś nigdy nie pałałem miłością to tych wszystkich “steakhausów”, ale tutaj byłem mile zaskoczony. Fajnie jest spotkać takiego smakosza-łakomczucha jak ja ;).

W pracy dostałem propozycje zmiany działu na pół roku. Z jednej strony perspektywa stworzenia czegoś nowego (dział będzie budowany od podstaw), z innej - bardzo możliwe, że będzie to nudna, żmudna praca. Plany, jak zwykle, są ciekawe, ale rzeczywistość (i konieczność dotrzymania terminów) pewnie szybko je zweryfikuje. Pożyjemy, zobaczymy. A swoją drogą ciekawe, kto zostanie do pracy w moim zespole, bo ostatnio pozbywamy się najlepszych ludzi. Chociaż jutro mamy dostać posiłki. A właściwie posiłka - jednego. Przynajmniej nie będzie tak pusto w pokoju.

 

Odnośnik Brak komentarzy

W biegu…

październik 12, 2006 at 18:36 (życie)

Pokręcony tydzień…

Cały czas w biegu, mnóstwo czasu w pracy, niewiele snu. Wizyty w szpitalu u babci, podróż do Świebodzic do dziadka… Mam nadzieję, że wkrótce sytuacja się ustabilizuje…

A jednocześnie tyle światła, przyjemnych chwil nie miałem chyba od roku. Wszystko dzieje się tak szybko - nie mam czasu się obejrzeć, zastanowić… Każde z nas się boi odsłonić, a jednocześnie jest zupełnie nagie wobec drugiego…

Jakaś grypa się przyplątała jeszcze jest OK ale czuję, że weekend spędzę w łóżku (sam).

Blog ciągle w powijakach nie mam czasu podłubać w templacie. Nie mam czasu na mnóstwo rzeczy…

Odnośnik Brak komentarzy

Niesamowite…

październik 2, 2006 at 21:14 (Muzyka)

…od trzech lat nie miałem w ręku gitary. Nigdy nie umiałem na niej grać, ale nauczyłem się kilku(nastu) mniej lub bardziej skomplikowanych melodii. Wczoraj pożyczyłem sobie klasyka (dzięki Madzik ; ) ). Na początku wydawało się, że nie pamiętam zupełnie nic, nawet najprostszego riffu z „Come As You Are”. Zajrzałem do internetu ściągnąłem kilka tabulatur do melodii, które kiedyś potrafiłem zagrać. I zacząłem sobie przypominać! Powoli palce same znajdowały miejsce na gryfie. Przypomniałem sobie „Redemption Song”, „Jeremy’ego” i „Fields Of Gold”. Trochę trudniej było z „Fragile”, ale do jutra pewnie i to powróci. Niesamowite jak ciało i mózg zapamiętuje pewne rzeczy…

Odnośnik Brak komentarzy

Jesień w Breslau

październik 1, 2006 at 16:18 (Moje przemyślenia)

“Nowy rok i jesień,
komputery znów zawieszą się i będzie krach.
Spadnie wszystko,
spadnie wszytko jeszcze raz…”

Pustki - “Tchu mi brak”

Lato powoli ustępuje pola jesieni. I chociaż, jak śpiewał Kazik, „Wrocław od zawsze poddaje się ostatni” - to i tutaj powoli czuć jej powiew. Dzisiaj pierwszy mglisty i deszczowy dzień. Jeszcze jest ciepło (za dnia), jeszcze słońce potrafi przygrzać mocniej w południe, ale pierwsze liście już opadają i nieuchronnie zbliża się koniec lata. Dziś widziałem pierwsze kasztany…

Co zatem robić, aby nie popaść w jesienną depresje, nie zamknąć się w czterech ścianach własnych myśli? Można, jak ja, założyć bloga.

Odnośnik Brak komentarzy