Dobry rok

listopad 21, 2006 at 20:28 (Moje recenzje, film)

Wybrałem się do kina (tym razem sam). Wybrałem film „Dobry rok” m.in. dlatego, że lubiłem czytać książki Petera Mayle o Prowansji, podobnie zresztą jak “Opowieści z Moulin du Bruit” Whartona. Tak naprawdę wiedziałem (pomimo, że unikam czytania recenzji) czego się spodziewać i nie zawiodłem się. Nie jest to wielkie arcydzieło, podobnie jak powieści Petera Mayle nie są na miarę Dostojewskiego czy Tolkiena. Ale nie taki był cel jego powstania. Mamy tu prostą (czasami trochę zbyt prostą) historię, piękne toskańskie plenery, równie piękne i inspirujące kobiety. Odrobinę humoru, odrobinę refleksji. To film, który pozwoli na chwilę zapomnieć o pogodzie za oknem, o nudnej pracy, o rachunkach do zapłacenia. Na ułamek sekundy każe się zastanowić nad prostymi rzeczami, może pozwoli docenić uśmiech kobiety, z którą jesteś, może zachęci do pogrania w piłkę z synem, a może po prostu zapewni Ci udaną randkę. Jego „magia” nie przetrwa długo, nie zapadnie Ci w pamięci, ale spełni swoją rolę. Rozgrzeje, „doświetli”, zetrze okruchy jesiennej depresji. To taka bajka dla trochę większych dzieci – bo nie oszukujmy się – kto z nas ma dziadka z winnicą w Prowansji i Harleyem w garażu (albo chociaż babcie z chatką na Mazurach, czy wujka z leśniczówką w Bieszczadach). I chociaż Peter Mayle rzeczywiście przeniósł się z pochmurnej Anglii na słoneczne południe Francji, jego książki i tego typu filmy to dla wielu z nas jedyna szansa na dotknięcie „prostego życia”. Ale czy to ich wada czy zaleta?

Dobry rok - A Good Year - reż. Ridley Scott

Wybrałem się na ten film, bo potrzebowałem relaksu, odrobiny światła, uśmiechu. I w zasadzie dostałem to, czego szukałem. Fakt, Russel Crowe nie wznosi się na wyżyny aktorstwa, postaciom brakuje głębi, a mądrości dziadka są trywialne. Fakt, fabuła jest schematyczna i każdy, kto nie trafił na ten film zupełnym przypadkiem, ani przez moment nie zostanie zaskoczony wydarzeniami. Fakt, po raz kolejny polskie tłumaczenie w drażniący sposób zubaża dialogi. Ale faktem jest również to czuję się o wiele lepiej niż po zeszłotygodniowym obejrzeniu „Infiltracji”, która przecież w teorii jest filmem lepszym.

Nie jestem fanem wina, wolę znacznie bardziej wyrafinowane przyjemności, tym niemniej każdemu, kto pragnie złapać trochę oddechu, odetchnąć od bycia „szczurem laboratoryjnym” film „Dobry Rok” polecam, wznosząc toast kubkiem mandarynkowej herbaty ;).

Odnośnik Brak komentarzy

Shape Of Things To Come

listopad 20, 2006 at 22:33 (Muzyka, Teksty)

“… Now I feel the worst is near
I hold them close and count their years
And pray a ray of light appears
To shine down on us here

Break down the shape of things to come,
But I’m moving on like a soldier
And I say now when all is said and done
It’s not ours to break
The shape of things to come…”

Shape Of Things To Come - Audioslave

Odnośnik Brak komentarzy

The Saints Are Coming

listopad 10, 2006 at 22:28 (Moje przemyślenia, Muzyka, youtube)

Przypadkiem trafiłem dziś na teledysk do piosenki “The Saints Are Comming” w wykonaniu U2 i Green Day. Utwór został nagrany w celu pomocy poszkodowanym przez huragan Katrina w Nowym Orleanie.

Wspominam o tym, bo w teledysku zwróciłem uwagę na jedną rzecz. Jest tam taka scena jakby reportaż w wiadomościach opatrzony komentarzem „US Iraq troops redeployed to New Orleans”*. W czasie, kiedy byli potrzebni ludziom w swoim kraju amerykańscy żołnierze gineli w Iraku za ropę. A w Nowym Orleanie na próżno czekali pomocy. Kolejny przykład jak bezsensowna jest ta wojna. Dobrze, że są tacy, którzy nie boją się powiedzieć co o tym myślą, a teledysk wyreżyserowany przez Chrisa Milka jest tego dowodem.

*”Amerykańskie oddziały przeniesione z Iraku do Nowego Orleanu”

“The Saints Are Coming” na YouTube

Odnośnik Liczba komentarzy: 7

Nowe zabawki

listopad 7, 2006 at 21:51 (Zabawki)

Mam dwie nowe zabawki. Po 4 latach wymieniłem moje starego dobrego Siemensa ME 45K750i na Sony Ericsson K750i. Bardzo lubiłem poprzedni telefon, robił wszystko, czego od niego wymagałem (tzn. dzwonił i wysyłał SMSy) a do tego był bardzo wytrzymały, przeżył niejeden upadek na bruk.

Dodatkowo kupiłem sobie słuchawkę Bluetooth - Akono™ Headset HBH-608. A co! Jak szaleć to szaleć! Może przyda się do Skype’a, jak już kupię laptopa.

Odnośnik Brak komentarzy

Time waits for nobody…

listopad 7, 2006 at 21:29 (życie)

Właśnie obejrzałem (ściągnięte z netu) 40 najlepszych akcji Michaela Jordana. To był zawodnik. Powiedzieć, że fruwał w powietrzu to za mało. Pamiętam te zarwane noce, kiedy oglądałem transmisje z finałów NBA. Kończyły się czasem o 6 nad ranem, a o 7 trzeba było jechać do szkoły. Jeżeli miałbym wymienić jakiegoś idola sportowego to jest nim niewątpliwie Michael. Może dorzuciłbym jeszcze Agassiego (podziwiałem go za jego upór, kolejne powroty na szczyt). Niesamowitym piłkarzem jest Steven Gerrard. Ale Michael jest wspaniałą postacią niezależnie od dyscypliny. Mam nadzieję, że organizacja sali na kosza w pracy ruszy z miejsca i wkrótce będę mógł pograć w moją ulubioną kiedyś dyscyplinę. A nie grałem chyba z 3 lata.

Urlop-nie-urlop

Wziąłem sobie urlop i przedłużyłem weekend do 6 dni. Pojechałem do rodziców. Chciałem załatwić kilka spraw w banku, odebrać nowy telefon. Rodzice kontynuują remont domu. Pomagałem im, a przez opieszałość banku zostałem tam 2 dni dłużej niż planowałem. Trudno, trzeba plany przełożyć na następny weekend.
Byłem w Toruniu, rozwija się, mimo usilnych zapędów pseudo-gospodarza Zalewskiego, żeby ten rozwój ograniczyć. Po raz kolejny przekonałem się, że w tym mieście są najpiękniejsze dziewczyny (nie twierdzę, że wszystkie są Toruniankami). I to pomimo tego, że warszawka podbiera nam te najładniejsze. Powrót sentymentalny, ciągle tak wiele wspomnień, nie wiem czy kiedyś będę mógł tam pojechać bez bólu, przed którym uciekłem do Wrocławia.

W sobotę, 4 listopada pojechaliśmy z rodzicami do Gniewkowa, odwiedzić grób mojej prababci. Zauważyłem ciekawe „domknięcie” koła czasu – babcia była kiedyś najstarsza w rodzinie, a tego samego dnia, odwiedzając rodzinę poznałem najmłodszą (o ile mi wiadomo) - 3-miesieczną Amelię (ach ta moda na imiona ;) ). Bardzo fajne dziecko.

Zaczyna się

Trafiłem do zespołu konfiguracyjnego, musiałem przenieść się do innego pokoju, zostawić moje biurko – dostałem mniejsze :(. Roboty mnóstwo, a jeszcze musiałem się użerać z adminami – proste przepięcie gniazdek sieciowych potrafią zmienić w mega zadanie logistyczne. Zaczynam się zastanawiać nad zmianą pracy – jeszcze nie teraz, ale w przyszłym roku, latem. Dublin kusi, w Hiszpanii jest ciepło i słonecznie… Zobaczymy.

Odnośnik Brak komentarzy