Another turning point, a fork stuck in the road?

grudzień 31, 2006 at 19:47 (Moje przemyślenia, życie)

Another turning point, a fork stuck in the road
Time grabs you by the wrist, directs you where to go
So make the best of this test, and don’t ask why
It’s not a question, but a lesson learned in time

It’s something unpredictable, but in the end it’s right.
I hope you had the time of your life.

“Good Riddance (Time Of Your Life)” - Green Day

Nie przepadam za Sylwestrem. Tylko kilka w życiu miałem naprawdę udanych. Kiedyś byłem bardzo przywiązany do dat – Nowy Rok, urodziny, rocznice… Zawsze były to jakieś powody do refleksji, świętowania, wspominania. Wyleczono mnie z tego dość brutalnie, ale skutecznie. Dalej pamiętam takie dni, ale nie przywiązuje do nich aż tak dużej wagi… Zmiana szóstki na siódemkę w dacie nie nastraja mnie jakość szczególnie refleksyjnie, na pewno nie będzie to kamień milowy w moim życiu i to z bardzo prostego powodu – zmiany to proces, a nie jednorazowe wydarzenie… To był rok zmian…

…w Breslau

Od roku mieszkam we Wrocławiu. Pierwsze 6 miesięcy minęło praktycznie bez echa. Ciekawe wydarzenia można by policzyć na palcach jednej ręki… „Ruszyłem” w drugiej połowie roku. Wizyta w Pradze, wyjazd do Dublina i zwiedzanie Irlandii… Spełniałem swoje marzenia. Zobaczyłem koncert Pearl Jam w Pradze. Poszedłem na kurs fotograficzny i kupiłem sobie lustrzankę. A przede wszystkim poznałem świetnych ludzi, z którymi przeżyłem wiele wesołych chwil. Przerwałem nostalgię pierwszych miesięcy i nauczyłem się żyć w nowej rzeczywistości…

Zen

To był także, a może przede wszystkim, rok zmian we mnie. Wiele się nauczyłem, zrozumiałem jak mało wiedziałem o życiu, o związkach i o całej masie innych spraw. Nauczyłem się patrzeć na wszystko z dystansem, nie ulegać chwilowym emocjom. Życie jest drogą i wszystkie wydarzenia, zarówno te dobre, jak i te złe mają swój cel. Ten spokój jest mi bardzo potrzebny.

Znowu mam plany, marzenia. I co najważniejsze teraz, kiedy poczułem ile radości daje ich spełnianie chce realizować kolejne. Chciałbym ponownie odwiedzić Pragę, Dublin, pojechać do Hiszpanii… wiem, że nie wszystko uda się zrealizować w ciągu jednego roku, ale nie spieszy mi się. Całe życie przede mną…

Podsumowanie bloga

3 miesiące od pierwszego postu tutaj. Nie zawsze mam czas by coś mądrego napisać i nie zawsze to, co napiszę mądrym jest. Ciągle wiele myśli ginie zanim znajdzie się tutaj, czasem trafiają tylko do mojego moleskina. Mam nadzieję, że w przyszłości częściej będę zapisywał swoje przemyślenia, a mniej traktował ten blog jak mutację Dziennika Bridget Jones.

Jak na razie najpopularniejszy jest mój wpis nt. teledysku do piosenki „The Saints Are Comming”. Zanim się pojawił miałem 2-3 wejścia dziennie (dzięki Mamo!) a od czasu jego opublikowania średnia skoczyła do 10-15, a jednego dnia osiągnąłem nawet 52 wizyty. Wow! Gdybym się tym przejmował pewnie byłbym z siebie dumny. A tak czuję tylko ciut większą odpowiedzialność za słowo, bo w końcu - było, nie było - ktoś mnie czyta ;).

Zatem wszystkim, którzy tu zaglądają i tym, którzy tu nigdy nie byli

Najlepszego w Nowym Roku!

 

To będzie nasz rok!

Odnośnik Liczba komentarzy: 3

Święta, święta i po świętach…

grudzień 30, 2006 at 17:00 (Zabawki, życie)

“Cold wind blows on the soles of my feet
Heaven knows nothing of me
I’m lost nowhere to go
Oh when I was a kid oh how magic it seemed
Oh please let me sleep its Christmas time…”

Let Me Sleep - Pearl Jam

To było zupełnie inne święta niż w zeszłym roku. Zebraliśmy się całą rodziną, była babcia i dziadek… Wytrzymaliśmy ze sobą w zgodzie ;) co nie jest zbyt częste i łatwe w mojej rodzinie. Nawet prezenty były trafione. Odpocząłem od komputera i internetu, pospacerowałem z dziadkiem. Niewątpliwie na atmosferę miała wpływ ciężka choroba babci, ale nie było rozpaczy, cieszyliśmy się, że jesteśmy razem. Być może za rok jej już nie będzie, ale przecież tak samo myślałem w zeszłym roku. Dziadek się trzyma, choć wiem jak bardzo się boi zostać sam. Opieka nad babcią nie jest prosta i czasem pojawiają się sceny jakby żywcem wyjęte z powieści „Tato” Whartona. To wszystko na pewno wpłynęło na moje przemyślenia i cieszę się, że wreszcie miałem na nie czas.

W drugi dzień świąt wybraliśmy się do Chełmna. Kolejne świąteczne spotkanie po latach.Xmas reunion - fotka robiona telefonem Był Kamil, Karol a nawet Piotr, którego nie widziałem chyba z 6 lat. Wspomnienia, opowieści o kobietach i życiu „przed trzydziestką” były głównym tematem wieczoru. Umówiliśmy się na spotkanie we Wrocławiu w najbliższych miesiącach, mam nadzieję, że się uda.

My preeciousssss

W ramach świątecznych prezentów spełniłem swoje marzenie i kupiłem sobie Nikona D80. Trochę to trwało ;) Body kupiłem w Rawiczu, obiektyw w Poznaniu, ale wreszcie, dzień przed świętami, miałem go w swoich rękach. Kurs już zakończony, ale to nie koniec mojej edukacji. Jeszcze wiele nauki przede mną…

Odnośnik Liczba komentarzy: 5

I swear, I died inside that night…

grudzień 11, 2006 at 22:25 (Muzyka, Teksty, pearl jam)

Powiedziała mi, przez telefon,
że chciałaby widywać innych ludzi…
Pomyślałem – Dobrze, więc… rozejrzyj się dookoła… są wszędzie…
Powiedziała, że jest zagubiona, a ja pomyślałem
Kochanie, witaj w klubie…
24 lata, kryzys wieku średniego, w dzisiejszych czasach dopada Cię, gdy jesteś młody.

Rozłączyłem się, zadzwoniła jeszcze raz, rozłączyłem się ponownie.
Ten proces już się zaczął…
Przynajmniej stało się to szybko.
Przysięgam, tego dnia umarłem, w środku…

Zadzwonił mój przyjaciel, nic mu o tym nie wspominałem,
Ostatnie, co powiedział to – Bądź rozsądny…
Rozsądny…

Rozważałem okropną myśl, z niechęcią to przyznaję…
Pomyślałem, że byłoby to doskonałe epitafium…

Ale ciągle tu jestem… mały…
Tak mały. Jak to możliwe, że ten problem wydaje się tak wielki?
Tak wielki…

Palmy na wietrze wciąż eksplodują zielenią, a fale na morzu wciąż są całkowicie błękitne…
Ale najgorsze - każda rzecz, którą widzę przypomina mi o niej…

Nigdy nie myślałem, że będę przeklinał dzień, w którym ją poznałem…
A skoro odeszła i nie usłyszałaby, kto by się tym przejął? Co dobrego by z tego wynikło?

Ale ciągle tu jestem…
I wyobrażam sobie, że za miesiąc, albo rok…
Będę gdzieś popijał drinka…
Śmiał się z głupawego dowcipu albo z innej, równie głupiej rzeczy.
I widzę siebie, jak przestaję na chwilę,
Odpływam od teraźniejszości…
Porwany przez prąd i wciągnięty w głąb…

I oto jestem, stoję…
Mokra trawa i białe kamienie… ułożone rzędami.
I w oddali jeden, stojący osobno.
Zatrzymuję się przy nim, klękam… Mój nowy dom…
I wyobrażam sobie otrzeźwienie, powrót do wcześniejszej scenki barowej…
Pociągam łyk drinka, aż lód uderza moje wargi… zamawiam następną kolejkę.

I to na razie tyle…. Przykro mi…
Nigdy nie byłem zbyt dobry w szczęśliwych zakończeniach…

Tekst oryginalny - Pearl Jam, utwór bez tytułu, niepublikowany

Odnośnik Liczba komentarzy: 3

Lot nad kukułczym gniazdem

grudzień 5, 2006 at 21:49 (życie)

 

Umówiłem się dziś na kawę. Z wariatką. Z autentyczną, stuprocentową wariatką. Wyobraźcie sobie sceny z komedii, z totalnie odjechanymi, gadającymi non-stop, pokręconymi kobietami. Było znacznie gorzej. To były najdłuższe dwie godziny w moim życiu. Taki jest urok randek internetowych ;).

Wytrzymałem, nie uciekłem, nie wymyśliłem historyjki o kumplu zatrzaśniętym w samochodzie, albo o włączonym żelazku ;P Kulturalnie i spokojnie zakończyłem wieczór. Ale następnym razem przeprowadzę ostrzejszą selekcję ;). Tym razem miałem po prostu ochotę ruszyć się z domu… Chyba czas zacząć poznawać ludzi od razu w realu ;).

Odnośnik Brak komentarzy

Dziękujemy

grudzień 3, 2006 at 12:47 (sport)

No i po herbacie. Można narzekać na naszą drużynę, bo zagrała beznadziejnie. Ale nie mam zamiaru. Srebrny medal to też sukces i to największy od 30 lat. Zmiany, jakie Raul Lozano wprowadził w drużynie to jeszcze większy sukces. Bo dzięki nim ten turniej (szczerze w to wierzę) nie będzie jednorazowym przebłyskiem. Z punktu widzenia kibica, który od ponad dziesięciu lat (mistrzostwo juniorów w Teheranie w 96) przeżywał kolejne rozczarowania, kolejne niespełnione nadzieje te mistrzostwa to wielki sukces. Miejmy nadzieję, że także początek nowej drogi w polskiej siatkówce. Mieliśmy „Złotka”, mamy srebrną drużynę Lozano. Dziękujemy.

Odnośnik Brak komentarzy

Polska w finale!

grudzień 3, 2006 at 10:47 (sport)

Już za pare(naście/dziesiąt) minut finał mistrzostw świata w siatkówce Brazylia – Polska. Na razie jeszcze Ruscy grają z Japonią. Mam nadzieję, że nasi powalczą z canarinhos. Będzie ciężko, ale w tym turnieju Polacy grają jak nigdy wcześniej od czasów Wagnera. Osiągneli niesamowity sukces i oby na tym nie poprzestali. Zapowiada się świetny mecz, niesamowite emocje. Do boju Polska, do boju biało-czerwoni!

Odnośnik Brak komentarzy