Zawsze, gdy niedzielne popołudnie spędzam w domu, słucham Trójki. O 13:00 zaczyna się Markomania, potem od 15:00 Sjesta Kydryńskiego. Zawsze mnie te audycje wyciszają, uspokajają. Są też okazją do poznania nowych artystów. Właśnie przed chwilą usłyszałem wykonanie utworu „Somewhere over the rainbow”, z serii „Niemożliwe Duety” – Katie Melua i Eva Cassidy:
Słyszałem wcześniej wykonanie „Fields of Gold” Stinga w wykonaniu Evy Cassidy, ale nie znałem jej historii. Smutnej historii.
Zwykle nie lubię coverów, ale w jej wykonaniu brzmią naprawdę świetnie. Sama Katie Melua przyznaje się, że to Cassidy była dla niej inspiracją, sprawiła, że sama chwyciła za gitarę. Jako, że Katie jest aktualnie jedną z moich ulubionych wokalistek, pozostaje mi podziękować za tę inspirację. Szkoda, że obie nie mogły ze sobą zagrać naprawdę. A ja, żeby lepiej poznać jej piosenki, zabieram się właśnie do przesłuchania albumu „Songbird” Evy Cassidy.
No proszę – trochę słońca, perspektywa kilku wolnych dni i od razu świat piękniejszym się zdaje. Dziewczyny i kobiety, jak kwiaty odsłaniają swoje wdzięki kierując je ku słońcu. Wiosna to piękny czas dla mężczyzn. Szczególnie singli ;P
Spacerowałem sobie po Rynku podziwiając widoki… Na razie za mała jeszcze sukienek i spódniczek ale i tak było przyjemnie. W mojej mp-trójce królował dziś „Czerwony album” Abra dAba - chociaż nigdy nie byłem „ziomalem” to jednak do dzisiejszego klimatu pasował jak ulał. A wieczorem cotygodniowy wypad na-lachonowy*, poprzedzony żubrówkową before-party.
Hit wieczoru – Brzucho & Kark feat. DRaco – „Miasto jest nasze”
*Jeżeli jakaś wojująca feministka uzna mnie za męską szowinistyczną świnię (m.s.p.) to… ma rację! ;P
Od momentu, w którym w nim zamieszkałem, to było moje miasto. Natychmiast poczułem się w nim u siebie. Chłonąłem klimat Starego Miasta, zwiedzałem puby i bary. Przeżywałem wtedy okres prawdziwej wolności, kiedy każdą cząstką siebie czujesz, że żyjesz. Pamiętam szalone wypady z kumplami, wizyty na melinie, gdzie o każdej porze dnia i nocy (głównie nocy) można było kupić alkohol. Pojawialiśmy się tam o 1-2 wychodząc z imprezy, a potem piliśmy na murach nad Fosą Staromiejską, zaraz obok siedziby Straży Miejskiej. Pamiętam juwenalia, szalone przebrania, całonocne zabawy (przynajmniej zanim ktoś genialny wpadł na pomysł przeniesienia koncertów z miasteczka uniwersyteckiego nad Wisłę). Pamietam ognisko na zamku Dybowskim, nocne, pijackie rozmowy z Karolem. Pamiętam odnalezienie swojego Szczęścia, kiedy mogłem fruwać, kiedy nic nie mogło nam przeszkodzić…
W Toruniu przeżyłem najpiękniejsze chwilę swojego życia. I najgorsze…
Wyjechałem stamtąd szukając zapomnienia, uciekając przed bólem. Zamieniłem go na Wrocław, w którym, pomimo, że go poznaje i jest mi tu coraz lepiej, nie czuję się u siebie. I pewnie kiedyś, może jeszcze w tym roku, wyjadę stąd poszukać innego miejsca dla siebie.
Co jakiś czas wracam do Torunia. Czasem widzę go tylko z okien pociągu, czasem chodzę jego ulicami. Każda wiąże się z jakimś wspomnieniem, każdy kamień był niemym świadkiem mojego życia. Zaskakuje mnie to wciąż, jak bardzo bolesne są to powroty. Świadomość tego, co było, przeminęło jest wszechpotężna, ściska gardło, nie daje odetchnąć. Odwiedzam znajome miejsca i pewnie wyglądam dziwnie, zatrzymując się co jakiś czas i wpatrując smutnym wzrokiem w jakąś ławkę, drzewa czy stary krzyżacki mur. Nawet w najbardziej słoneczny dzień, nawet w miejscu, z którym wiąże się miłe wspomnienie (a może właśnie dlatego), nie umiem się cieszyć do końca.. Zawsze jest to radość w smutku.
Zostawiłem tam sporą część siebie i nie wiem czy będę mógł kiedyś zamieszkać w nim znowu. Bardzo bym chciał…
Postanowiłem zmienić wygląd bloga. Stary temat już mi się opatrzył, poza tym ten jest bardziej „spolszczony”. Jeżeli coś będzie się rozjeżdżać pod Firefoxem - dajcie mi znać. Jeżeli pod Internet Exploderem* – załatwcie sobie porządną przeglądarkę :P.
* Internet Explorer służy do przeglądania zawartości Internetu z Twojego komputera i vice versa.
No proszę, nikt się nie spodziewał, a tu Polska dostała szansę zorganizowania ME 2012. Szanse na rozwój kraju ogromne, pytanie, czy bedziemy potrafili je wykorzystać. Jak na razie mnóstwo chętnych do podczepienia się pod sukces.
Zdziwiła mnie reakcja niektórych moich znajomych z pracy - marudzili, że teraz wszystko będzie rozkopane, że mieszkania jeszcze zdrożeją itd. Podobnych malkontentów na pewno nie zabraknie, w końcu najłatwiej mówić “na pewno się nie uda” i nie robić nic.
Są złe i dobre sny. W dobrych są wilki, ciemność i strach. W dobrych snach płonę, spadam i tonę. W złych uśmiechasz się, jak tylko Ty potrafisz. Rozmawiamy i śmiejemy się razem, przytulasz swoja małą główkę do mojej piersi. Patrzysz na mnie miłością w oczach. W dobrych snach morduje, rozrywam gardła wilkom, sam staje naprzeciw hordom potworów. W złych jesteśmy zawsze razem, nierozłączni, a Ty nosisz nasze dziecko… Z dobrych snów budzę się gwałtownie, zlany potem, wyczerpany, szczęśliwy, że to koniec. W złych otwieram spokojnie oczy i jestem sam. Wyciągnięta ręka trafia w pustkę, zapach Twoich włosów ulatnia się w mgnieniu oka. Dobre sny są takie zawsze takie same, złe przypominają, że już nigdy nie będzie tak samo. Czasami nie mam ochoty zasnąć. Czasami pijacki sen jest wybawieniem…
“Wide awake and he shakes in a panic. Never woke up alone
Ever before.
Had his woman long as he can remember.
Tries to forget, but he can’t… he can’t….
Out of bed and he dreams in the shower. She’s standing naked, he’s apologizing.
Reaches for her and the water turns red. Got woken up to be burned, burned again. Go it alone. You got it, so it goes. Got his knees to his face, he can’t take it any other way…” Pearl Jam“Alone”
Z czym kojarzy Wam się teatr. Stary budynek? Wielka scena, dekoracje, kostiumy. Niewygodne krzesła i tłok w kolejce do szatni. Dzwonki i kurtyna…
Wybierając się do teatru Ad Spectatores Pod Wezwaniem Calderona (pełna nazwa) wiedziałem, że to będzie coś innego, coś świeżego. Ale nie byłem przygotowany na to co zobaczyłem, co przeżyłem. Wybrałem się na “Seks, prochy i rock and roll”. Spektakl grany na maleńkiej scenie w piwnicach Dworca Głównego. Na widowni 20 może 25 osób, którym aktorzy grali prawie na kolanach. Zresztą granica między sceną a widownią została zatarta już przed rozpoczęciem spektaklu, kiedy jeden z aktorów wmieszał się w kolejkę widzów czekających na wejście. Właściwie do końca spektaklu nie można było mieć pewności czy osoba siedząca obok to widz, czy aktor. A sami aktorzy często wchodzili między ludzi, „wciągali ich” do spektaklu. Niesamowita atmosfera, bliskość „sceny” sprawiały, że miało się wrażenie, że to jakaś studencka impreza, na której kumple opowiadają sobie różne historie. Kiedy możesz bez problemu nawiązać kontakt wzrokowy z aktorem, wydaje się, że mówi właśnie do ciebie.
Sam spektakl jest ciekawy, wesoły, zagrany momentami doskonale i brawurowo. Świetnie dobrana muzyka i klimat dworcowego menelstwa doskonale pasuje.
Wracając z moją przyjaciółką z tego spektaklu, rozbawieni, powtarzający teksty, mieliśmy wrażenie jakby ciągle trwał. Zauważaliśmy na ulicy, w knajpie osoby i sytuacje, które wcześniej pewnie by nam uciekły. Może to efekt atmosfery przedstawienia, a może zbieg okoliczności, ale spotkaliśmy wiele „dziwnych” osób, a może po prostu bardziej zwracaliśmy na to uwagę.
I jeszcze jedno. W trakcie spektaklu, jeden z widzów wstał wszedł na scenę, w czasie gdy z głośników płynął tekst monologu. Światło raz, po raz gasło, a on wyciągał po kolei czerwone róże, potem pierścionek i oświadczył się jednej z dziewczyn na widowni. I o atmosferze tego przedstawienia niech świadczy fakt, że nie można być do końca pewnym, czy to był real, czy element spektaklu. Moja przyjaciółka stwierdziła, że to była fikcja, ja (może dlatego, że kiedyś sam się oświadczałem) byłem pewien, że to się działo naprawdę.
Ad spectatores – jeżeli nie byliście, idźcie, naprawdę warto. Ja na pewno jeszcze tam wrócę…
Święta minęły. Przespane, przejedzone… Pogoda paskudna, w TV nudy, a rodzina jak zwykle wypytuje kiedy mam zamiar się żenić. Fajnie być z powrotem u siebie. Tylko dzisiaj siłownia żeby zrzucić balast pasztetów i ciasta. I zaczynamy wiosenny sezon polowań na…
Dlaczego miewam takie sny? Jak wiele jest jeszcze we mnie myśli, których chciałbym się pozbyć? Czemu nie umiem zapomnieć? Czemu kiedy wydaje się, że mi się to udało, zdarza się coś, co znowu burzy zbudowany z takim trudem spokój?
Zrozumiałem konsekwencje swoich przeszłych czynów. Wiem co zrobiłem źle, gdzie popełniłem błąd. Wiem co mogłem zrobić inaczej. Wiem, że nie będę miał okazji tego naprawić, zobaczyć, co by było, gdybym… Wiem, że powinienem żyć teraźniejszością. Czasem mi się udaje. Przez tydzień, dwa. Przez miesiąc, trzy, pół roku. Ale ciągle mam w sobie ten hak, ciągle nie potrafię go wyrwać, a on przy każdym dotknięciu boli i wbija się głębiej…
Dlaczego ciągle szukasz kontaktu ze mną?
“And I’m just standin’ there, I can’t say a word
‘Cause everythin’s just gone
I’ve got nothin’
Absolutely nothin’…”
The Streets “Dry Your Eyes”