Sex, prochy i rock & roll
Z czym kojarzy Wam się teatr. Stary budynek? Wielka scena, dekoracje, kostiumy. Niewygodne krzesła i tłok w kolejce do szatni. Dzwonki i kurtyna…
Wybierając się do teatru Ad Spectatores Pod Wezwaniem Calderona (pełna nazwa) wiedziałem, że to będzie coś innego, coś świeżego. Ale nie byłem przygotowany na to co zobaczyłem, co przeżyłem. Wybrałem się na “Seks, prochy i rock and roll”. Spektakl grany na maleńkiej scenie w piwnicach Dworca Głównego. Na widowni 20 może 25 osób, którym aktorzy grali prawie na kolanach. Zresztą granica między sceną a widownią została zatarta już przed rozpoczęciem spektaklu, kiedy jeden z aktorów wmieszał się w kolejkę widzów czekających na wejście. Właściwie do końca spektaklu nie można było mieć pewności czy osoba siedząca obok to widz, czy aktor. A sami aktorzy często wchodzili między ludzi, „wciągali ich” do spektaklu. Niesamowita atmosfera, bliskość „sceny” sprawiały, że miało się wrażenie, że to jakaś studencka impreza, na której kumple opowiadają sobie różne historie. Kiedy możesz bez problemu nawiązać kontakt wzrokowy z aktorem, wydaje się, że mówi właśnie do ciebie.
Sam spektakl jest ciekawy, wesoły, zagrany momentami doskonale i brawurowo. Świetnie dobrana muzyka i klimat dworcowego menelstwa doskonale pasuje.
Wracając z moją przyjaciółką z tego spektaklu, rozbawieni, powtarzający teksty, mieliśmy wrażenie jakby ciągle trwał. Zauważaliśmy na ulicy, w knajpie osoby i sytuacje, które wcześniej pewnie by nam uciekły. Może to efekt atmosfery przedstawienia, a może zbieg okoliczności, ale spotkaliśmy wiele „dziwnych” osób, a może po prostu bardziej zwracaliśmy na to uwagę.
I jeszcze jedno. W trakcie spektaklu, jeden z widzów wstał wszedł na scenę, w czasie gdy z głośników płynął tekst monologu. Światło raz, po raz gasło, a on wyciągał po kolei czerwone róże, potem pierścionek i oświadczył się jednej z dziewczyn na widowni. I o atmosferze tego przedstawienia niech świadczy fakt, że nie można być do końca pewnym, czy to był real, czy element spektaklu. Moja przyjaciółka stwierdziła, że to była fikcja, ja (może dlatego, że kiedyś sam się oświadczałem) byłem pewien, że to się działo naprawdę.
Ad spectatores – jeżeli nie byliście, idźcie, naprawdę warto. Ja na pewno jeszcze tam wrócę…

[...] domu Ipatiewa”. Szedłem z mieszanymi uczuciami. Po wrażeniu, jakie zrobił na mnie spektakl „Sex, prochy i rock n’ roll”, wiedziałem, że ciężko będzie to przebić. Ten spektakl był zupełnie inny, pokazywał [...]
Ad spectatores ponownie « Nothing as it seems… powiedział maj 13, 2007 @ 22:23 |
[...] domu Ipatiewa”. Szedłem z mieszanymi uczuciami. Po wrażeniu, jakie zrobił na mnie spektakl „Sex, prochy i rock n’ roll”, wiedziałem, że ciężko będzie to przebić. Ten spektakl był zupełnie inny, pokazywał [...]
"Mord w domu Ipatiewa" czyli Ad Spectatores ponownie « Nothing as it seems… powiedział maj 13, 2007 @ 22:25 |