To już dzisiaj O 17:00 przy bulwarze Xawerego Dunikowskiego odbędą się wyścigi łodzi smoczych organizowane w ramach Dni Odry. 14 załóg każda po 12 osób (10 wioślarzy, bębniarz i sternik). Nasza ekipa debiutuje, odbyliśmy zaledwie cztery treningi, z tego tylko jeden w pełnym składzie. Ale damy z siebie wszystko Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze, bo pływanie w deszczu do najprzyjemniejszych nie należy. No, ale prawdziwi wikingowie nie pękają przy niepogodzie W końcu mały deszczyk to za mało, żeby odechciało nam się pić, palić, rabować i gwałcić
A zatem “Do wioseł bracia! I niech nam bogowie sprzyjają!”
Kolega z pracy podał namiary - tak się bawią studenci Politechniki Wrocławskiej:
Robi wrażenie, szkoda, że jak widać nie wszyscy włączyli się do zabawy. Ale i tak tetris lepszy niż japońska wersja. Tutaj jest trochę dłuższy filmik z pokazem możliwości systemu nazwanego, a jakże - P.I.W.O. (Potężny Indeksowy Wyświetlacz Oknowy), a tu artykuł w GW na ten temat.
Szacunek dla ludzi z Polibudy - za to, że im się chciało. Jak widać bawić można się również kreatywnie
Wczoraj trening do zawodów na smoczych łodziach, potem impreza do 4 rano. Dzisiaj o 15:00 miniturniej piłkarski gdzieś pod Wrocławiem. A wieczorem Noc Świętojańska na Wyspie Słodowej. I kolejny maraton po klubach. Trzeba szlifować kondycje Niedziela zapowiada się chilloutowo, leczenie kaca i spacery… A potem kolejne 5 dni odbijania karty. I znowu weekend - w sobotę 30 czerwca na Odrze będziemy “zawodzić” na smoczych łódkach. Chętnych zapraszam, napewno będzie dużo śmiechu.
A teraz zbieram się na turniej piłkarski. Mam nadzieję, że odnajdę boisko
Kawałek z czasów kiedy jeszcze muzyka grana na prawdziwych instrumentach, a nie wydobywana z komputera, była najważniejsza. Dire Straits - “On Every Street”:
Jak byłem mały (podstawówka) a mój ojciec często puszczał ich kawałki w domu (podobnie jak Doorsów czy The Police) to, z przekory, nie cierpiałem tej muzyki. Ale dorosłem do niej i teraz czasem przypominam ją sobie.
Wspomnienie wczorajszego koncertu wRock For Freedom. Białoruski zespół N.R.M. i ich kawałek “try čarapachi”. Na wyspie słodowej zagrali to z Pidżamą Porno. A potem jeszcze “Welwetowe swetry”. Nie znalazłem tego w sieci, ale jeżeli ktoś ma to będę wdzięczny. Było super, powiewające (zakazane przez reżim Łukaszenki) biało-czerwono-białe flagi, Grabaż i Lavon śpiewający razem. Klimat. Było w tym coś mistycznego… i porywającego.
Ten filmik jest z koncertu z okazji 25 lecia Solidarności Walczącej. Atmosfera troszkę inna pod sceną pełno oficjeli - a bawiący się ludzie gdzieś z tyłu…
Nie mogę chodzić, kolana mi zaraz eksplodują, w głowie szumi – ale było warto. Koncert był niesamowity. Nie potrafię odnaleźć słów, żeby to opisać, to trzeba po prostu przeżyć. Tym razem grali więcej, dużo więcej, starszych kawałków a te z najnowszej płyty odpuścili. W końcu trasa promocyjna byłą w zeszłym roku. Publika była niesamowita, śpiewaliśmy wszystkie teksty razem z Vedderem. Był „Nothingman”, było „Black” i rzadko grane „Hail, Hail” i „Lukin”, „Rearviewmirror” na otwarcie. Był Eddie mówiący po polsku jak “pienszolatek” ;). Koncert muzycznie jeszcze lepszy niż w Pradze, choć tamten, jako pierwszy zapamiętam na zawsze. Warto było stać w ścisku i tłumie przez długie godziny, żeby zdobyć miejsca pod sceną.
Organizacja koncertu – makabra. Żadnych informacji. Kompletny chaos. Nie wiadomo było, czy będzie wydzielony sektor pod samą sceną (jak na innych koncertach na Śląskim). Ludzie stali w upale i klęli na organizatorów, kiedy wejście na stadion opóźniono o prawie godzinę. A wydzielonej strefy pod sceną oczywiście nie było.
Największym idiotyzmem było jednak zrobienie Linkin Park supportem. Wszędzie było pełno „zbuntowanych” 13-14 latków, dla większości których był to pewnie pierwszy koncert w życiu. Idąc tym tropem to przed Red Hot Chilli Peppers powinni puścić Rubika, a przed Stonesami Dodę. Kiedy Pearl Jam kończył koncert większość fanów Linikin już dawno grzecznie spała w łóżeczkach. W końcu, kiedy PJ zaczynał większości z nich nie było jeszcze a świecie. O kwiatkach w stylu awarii oświetlenia, czy skróceniu koncertu PJ (kto zmusza taki zespół to zejścia, kiedy chcą grać!) nawet nie wspomnę.
Organizatorzy mają szczęście, że Pearl Jam zagrał niesamowity koncert, bo tylko to
uratowało ich przed zlinczowaniem. Pamiętam jak stałem w ścisku pod sceną, czekając na pojawienie się chłopaków z PJ i wydawało mi się, że nie dam rady. Kręgosłup zmęczony
ponad ośmiogodzinnym staniem, kolana bolą jak cholera, a kiedy podnosiłem nogę, żeby trochę zmienić pozycję, na pozostawionym kawałku przestrzeni natychmiast pojawiały się czyjeś stopy. Ale kiedy pojawiły się pierwsze dźwięki to wszystko przestało się liczyć. Chłonąłem muzykę, przeżywałem koncert i dopiero w samochodzie w drodze powrotnej ponownie poczułem potworne zmęczenie.
Teraz czekam na bootlega i… hmm Praga już była, koncert w Polsce również – to może teraz Seattle? Be careful what you wish…
” The waiting drove me mad…you’re finally here and I’m a mess” PJ - Corduroy
Już za parę godzin Największe wydarzenie muzyczne w tym kraju od 7 lat. Koncert Pearl Jam na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Kiedy 9 miesięcy temu wychodziłem z Sazkiej Areny w Pradze, po spełnieniu swojego największego marzenia, nie przypuszczałem, że tak szybko uda mi się ponownie uczestniczyć w tym niesamowitym przeżyciu, jakim jest oglądanie PJ na żywo. Żałuję bardzo, że nie mogłem zobaczyć koncertów sprzed 11 i 7 lat… Każdy koncert jest inny, niepowtarzalny, każdy ma swoje smaczki i niesamowite wydarzenia. Pearl Jam to zespół, który tak naprawdę dopiero w granych na żywo koncertach pokazuje swoją prawdziwą duszę.
Nie ważne, że supporty dobrane jakoś tak “od czapy” (Linkin Park i Coma), mam tylko nadzieję, że nastoletni fani tych zespołów szybko się zmyją. Mam nadzieję, że pomysł zrobienia koncertu na “śląskim gigancie” też wypali, choć chłopaki z PJ nie przepadają za takimi masówkami…
Trzeba się zbierać… Muzyczne spełnienie jest na wyciągnięcie ręki…
“My god its been so long, never dreamed you’d return
But now here you are, and here I am” Pearl Jam- Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town