Ładowanie baterii
Szybki wypad nad jezioro (konkretnie do Wagabundy w Kobylej Górze). Pogoda nam dopisała, choć cały tydzień nie nastrajał zbyt optymistycznie. W domkach dookoła mnóstwo fanów discołomotu co dobitnie okazywali, rozkręcając dźwięk w swoich samochodowych odtwarzaczach na maksa. Ale grill, piwko i relaks z dala od kompów i telewizji to było to czego potrzebowałem i nawet te drobne niedogodności mi nie przeszkadzały. Pograłem w siatę, popróbowałem zapasów na ławce i innych tego typu wygłupów.
Wieczorem znajomi, którzy bywali tam wcześniej, zaciągnęli mnie do M.R. Epoka. Niestety liczba wypitych na słoneczku piw okazała się zbyt mała, żeby przełknąć stroboskopowo-ultrafioletowy klimat tego przybytku i jego bywalców. Po godzinie z mega bólem głowy, wywołanym tym co podobno jest muzyką, wróciłem do domku.
Dzień następny to chillout na plaży, kąpiel w równie płytkim co zamulonym akwenie, kilka paskudnych fast-foodów (już nie robią takich zapiekanek jak kiedyś) i wieczorkiem powrót do Wrocławia.
Za dwa tygodnie powtórka

można tylko zazdrościć…
hmm… fajnie było to fakt. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś się sama wybrała nad jeziorko – chcieć to móc
A otoz i znowu ja, bez polskich znakow bo z dalekiej polnocy
Dzieki!
Pogody w polsce mozna pozazdroscic skoro sprzyja wycieczkom nad jezioro, w moim piekielku jest lodowato i deszczowo. Doskonale rozumiem za to bole glowy wywolane muzyka, ktora wylewa sie dudniaca nuta z glosnikow w rytmie pucu pucu ;/
Jedyne co mnie ratuje od poddania sie kliamtom ’spoko ziomali’ i maniakow w bialych rekawiczkach i z gwizdkiem sa moje male sluchaweczki, z ktorych saczy sie kojace Off He Goes i I am mine
No proszę a Off He Goes z drugiego koncertu w Katowicach w 2000 roku miałem właśnie dziś wystawić w ramach czwartkowych spotkań z PJ. Wieczorkiem pewnie już będzie…