24

grudzień 22, 2007 at 21:57 (Moje przemyślenia, Teksty, wiersze) (, , , , )

Przy tym stole ogrzejeszX-mas
Zziębnięte palce i myśli…
Za progiem smutki zostawisz,
Tu pierwsza gwiazdka się przyśni…

Pod tą choinką odnajdziesz
Dawno stracone marzenia.
Tutaj sobie przypomnisz
Jak serce opłatek odmienia…

Bo to jest właśnie
Ten dziwny czas,
Gdy obok Bóg się rodzi
W każdym z nas…

17.12.98

Wesołych Świąt nam wszystkim!

Odnośnik Liczba komentarzy: 2

ho ho ho ;)

grudzień 15, 2007 at 22:12 (Irlandia, Muzyka, youtube, zima) (, , , , , , )

Holidays are coming ;) choinka, mandarynki, prezenty i obżarstwo - to wszystko przed nami ;) Z tej okazji przemalowałem bloga, wykorzystując świąteczny temat WordPressa.

Żeby załapać atmosferę - klasyk świąteczny:

“White Christmas” i Michael Bublé

Święteczna reklama ;) wiem, że to komercha, ale miśki coca coli to jedno ze wspomnień z dzieciństwa

I na koniec jeden z moich ulubionych irlandzkich zespołów - The Pogues. Genialne “Fairytale of New York” słodko-gorzka ballada doskonale pasująca do tego jak będę się czuł w te święta. Śpiewają Kirsty MacColl i Shane MacGowan.

Tutaj można zobaczyć wersje z 2005 roku, gdy tragicznie zmarłą Kristy MacColl zastąpiła Katie Melua. Nie wklejam, bo żal patrzeć jak czas i niechęć do dentystów zniszczył głos Shane’a.

Odnośnik Liczba komentarzy: 6

Present Tense

grudzień 13, 2007 at 22:06 (Moje przemyślenia, Muzyka, Teksty, pearl jam, youtube, życie) (, , , , , , , , )

Jak często w życiu zadajesz sobie pytanie “co by było, gdybym…?” Jak często to co się wydarzyło dzień, tydzień a czasem nawet rok temu, nie pozwala Ci w pełni cieszyć się dniem dzisiejszym? Przeszłość ma to do siebie, że jest hm… przeszłością. Nic nie poradzisz na nią… Nie możesz jej zmienić. Nie cofniesz wypowiedzianych słów, nie zmienisz czynów, nie znikną zadane rany. A jednak wielu z nas żyję przeszłością. Nie potrafią iść naprzód…
let's face it
Ja również często zachowuję się w ten sposób. Siedzę w bluzie z kapturem nasuniętym na czoło, ze szklanką Jamesona w ręku i rozważam na miliardy sposobów wszystkie swoje błędy, porażki i nieszczęścia… Tak jest łatwiej, nie trzeba myśleć o rozwiązaniu bieżących problemów, o przyszłości, o naprawdę ważnych rzeczach.

Czasem w takich sytuacjach potrzebny jest jakiś impuls, motywacja, jakieś światełko w tunelu, które wyciągnie nas z tej spirali beznadziei zanim pochłonie nas ona na dobre… Dla mnie takim światełkiem jest utwór “Present Tense”. Mądre, sięgające sedna problemu słowa i kojąca, ale nie rozleniwiająca muzyka. Ten kawałek wiele razy podnosił mnie z kolan. Dawał siłę. I dziś przydał się po raz kolejny.

Utwór pochodzi z płyty “No Code” - uznawanej za jedną z najlepszych w dorobku Pearl Jam (chodź ja osobiście wolę “Vitology”). Znalazłem wersje live (w przypadku PJ wersje live są kopalnią doznań muzycznych ;) zdecydowanie polecam). Zapowiedź trochę długa (Eddie mówi o innej piosence - “Unemployable” i o tym jak jej słowa - “scared alive” odnoszą się takze do PT) i tłum trochę głośnawy ale warto poczekać i posłuchać.

Pearl Jam - “Present Tense”

“You can spend your time alone re-digesting past regrets…
Or you can come to terms and realize
You’re the only one who cannot forgive yourself…
Makes much more sense, to live in the present tense

Odnośnik Liczba komentarzy: 4

Stardust - Gwiezdny Pył

grudzień 9, 2007 at 22:13 (Moje recenzje, film, youtube) (, , , , , , )

Mam słabość do fantasy. Nieuleczalną chyba. Ale fantasy ciekawej, łączącej dobrą zabawę z interesującą treścią. Ostatnio produkcje filmowe i książkowe nie bardzo mnie rozpieszczały. Beznadziejne serie Pottera i Eragorn - czysto komercyjne produkty. Narnia w kinie - przerost formy nad, doskonałą w końcu w oryginale, treścią. I gdzieś w tym zalewie komerchy Stardust jawi się jak powiew świeżości. Ok, lekko mnie poniosło z tą poetyckością ;) Mamy więc klasyczny motyw fantasy - młody chłopak staje się częścią wielkich wydarzeń, zmieniając się gdzieś po drodze w mężczyznę. Zdobywa miłość pięknej kobiety, pokonuje wrogów etc. etc. etc. Banał, można by powiedzieć, gdyby nie sposób w jaki opowiedziana jest historia. Brawurowy momentami humor (Sapkowski style, choć nie tak cięty jak w przypadku ASa), świetne kreacje aktorskie - szczególnie, pokazane z przymrużeniem oka, postacie grane przez Michelle Pfeiffer i Roberta De Niro. Naprawdę ogląda się to z przyjemnością. Efekty specjalne służą wyłącznie opowiedzeniu historii, nie rażą fajerwerkowością (mam nadzieję, że jest takie słowo ;P ).

To nie jest film dla wszystkich. “Dla wszystkich” jest Henryk Portier i smoki z Eragorna. Bierzesz marną powieść i puszczasz w ruch komercyjną machinę. Ludzi nie interesuje wtedy o czym jest film. Oni już doskonale to wiedzą - w końcu dział marketingu o to zadbał. Wystarczy tylko pokazać się w kinie, a resztę dostajesz na tacy. Fast-food fantasy.

Stardust - półtorej godziny naprawdę dobrej, relaksującej zabawy. Pod warunkiem oczywiście, że, jak ja, macie słabość do fantasy. Na zachętę trailer:

Odnośnik Liczba komentarzy: 2

20sty Finalista

grudzień 8, 2007 at 19:27 (Imprezy, Muzyka, wrocław, wspomnienia) (, , , , )

Koncert był świetny… do teraz czuje go w każdym kawałku obolałego pod-scenowymi szaleństwami ;) ciała. Nie jestem taki stary jak mi się wydawało :D

Oj, się działo. Dwa świetne duety z Renatą Przemyk, chyba nawet lepsze niż te same piosenki w oryginale, gdzie w chórkach udzielała się młoda, jeszcze-nie-heyowa, Katarzyna Nosowska. Do tego Spięty z Lao Che (świetny zwłaszcza w „Chłopcy idą na wojnę”) i Broda z Habakuka – chyba najsłabszy, ale też dawał radę. Nawet Kozak zaśpiewał ;) Fajna mieszanka starych i nowych kawałków, choć pewnie materiału starczyło by na 3 albo 4 takie koncerty.

XX Finalista

Zadziwiające było to, że średnia wieku w tłumie oscylowała wokół 16 lat, czyli kiedy 20 lat temu Pidżama zaczynała grać, większości nie było na jeszcze świecie. Lub, jak pisał Sapkowski – „na chleb mówili bep, a na muchy tapty”. Średnia wzrostu (szczególnie wśród dziewczyn) też w granicach jeden pięć (metra). Dość wygodna sprawa, gdy próbowały crowd surfingu bo można było takie maleństwo utrzymać w górze jedną ręką. Tym bardziej dziwiłem się, gdy ich rówieśnicy nie bardzo sobie z tym radzili. Ale spoko, to przychodzi z wiekiem ;) Sam również pofruwałem sobie, przy jednym z moich ukochanych kawałków – „Spokój i ręce”. Na szczęście uniknąłem części tłumu wypełnionej przez 16-latków i spokojnie „dosurfowałem” do sceny. Trzeba przyznać, że wielki plus należy się ochronie. Potrafili ściągać ludzi z tłumu spokojnie i bez niepotrzebnego zamieszania. Nie raz na koncertach widziałem bezmózgowców, którzy potrafili mocno poturbować bawiących się ludzi. Tym razem wszystko było szybko, profesjonalnie i bezpiecznie. Moja druga impreza w WFF i po raz kolejny pozytywne wrażenia.

Ciężko było uwierzyć, że to mój ostatni „Pasażer” na koncercie PP :(. Szkoda, że kończą. Mam nadzieję długo nie wytrzymają na wakacjach i wkrótce znowu będzie można poszaleć na ich koncercie. A na razie zostają „Strachy” – w końcu to też spora część Pidżamy.

A teraz idę po Mobilat ;P A tutaj trochę fotek z koncertu.

Odnośnik Brak komentarzy

A my nie chcemy odchodzić stąd…

grudzień 6, 2007 at 22:27 (Imprezy, Irlandia, Moje przemyślenia, Muzyka, wrocław, wspomnienia, życie) (, , , , )

Zimne dziady listopady przeszły nawet nie wiedzieć kiedy… Sporo się działo i jakoś nie miałem siły, czasu ani ochoty opisywać to wszystko… Były chwile radosne i chwile jesiennej deprechy… Dowiedziałem się, że znowu mogę czuć i poczułem jak to boli… Uświadamiałem sobie (po raz kolejny) proste prawdy… Łamałem swoje zasady by później tego żałować… Chyba to znaczy, że znowu żyję…

Rocky Road To Dublin

Podjąłem decyzję. A właściwie wprowadziłem w życie dawne plany. W końcu Wrocław miał być tylko przystankiem. 7 stycznia zaczynam pracę w Dublinie. Marzenie, które tkwiło we mnie od wielu lat, wreszcie zostanie wprowadzone w życie. Ale jest coś co nie pozwala cieszyć się w pełni, jakiś smutek przysłania radość tego zrealizowanego marzenia. Wrosłem we Wrocław, nie zdając sobie z tego sprawy… Mam tutaj przyjaciół, których bardzo ciężko mi zostawić. Miałem jednego z nich zabrać ze sobą, ale się rozmyślił. A zatem jadę sam. Po raz kolejny ląduje w nowym miejscu, tylko z plecakiem. Pełen optymizmu, chociaż wiem, co mnie czeka. Nie będzie łatwo, ale dam radę. Jestem pełen determinacji by wrócić (bo zamierzam wrócić) z tarczą, nie na niej.

Odwiedziłem niedawno ponownie Dublin. Jesienią wyglądał mniej ciekawie niż latem. Było jakoś smutno. Dopiero później zrozumiałem, że przejąłem trochę sposób patrzenia kumpla, z którym tam byłem. Ja ciągle czuje się tam dobrze, nie potrzebuję monumentalnych katedr i nowoczesnego budownictwa by chcieć tam mieszkać. To miasto mnie wciąga, podobnie jak cały kraj. Na razie widziałem tylko niewielką jego cząstkę, ale mam nadzieję nadrobić to w najbliższych miesiącach. Kocham irlandzką muzykę, poznaje historię Zielonej Wyspy i wiem, że będę się tam dobrze czuł. Ten wyjazd to nie tylko szansa na zrobienie kariery czy zarobienie pieniędzy – to spełnienie marzenia.

Grudzień miesiącem pożegnań

Żegnam się z Wrocławiem, a Pidżama żegna się z fanami. Po 20 latach zespół zawiesza działalność… Jeszcze tylko dwa koncerty – jutro we Wrocku i Poznań w sobotę. I koniec… :(

Pidżama Porno XX urodziny Wrocław

Pidżama jest od wielu lat jednym z moich ukochanych zespołów. Zbyt mało razy miałem okazje oglądać ich na żywo… Kolejny dowód na to, że nie warto niczego odkładać na później… Pamiętam Juwenalia 2001 w Toruniu i crowd surfing przy 28(One Love) – widziałem gwiazdy…

Oczywiście na jutrzejszym koncercie nie może mnie zabraknąć…

Odnośnik Brak komentarzy