wish you were here
Wszystkim, których mi tutaj brak…
No i oto minął pierwszy tydzień w Dublinie. PPSN (irlandzki NIP) załatwiony, konto w banku założone. Coraz lepiej poznaje ekipę w pracy, same oryginały. Np. Alex z Hiszpanii, który dziś właśnie wybrał się surfować
W styczniu. W Irlandii. Twardziel
Albo Giulio, który jest Włochem i miał kiedyś polską dziewczynę i zaskakuje mnie od czasu do czasu polskimi słowami jak “cesc’”,”dziekuja” i tym podobne
W pracy ciągle jeszcze poznaję aplikację, przekopuję się przez tony dokumentacji. Ale jutro mam dostać jakies “prawdziwe” zadanie, więc będzie ciekawiej. Jedzenie w kantynie coraz lepsze, a do dojazdów nawet się przyzwyczaiłem. Czyli jest coraz piękniej. Nawet pogoda się poprawiła, a od kiedy palę w kominku non-stop jest dużo cieplej.
Ciągle szukam pokoju do wynajęcia, jutro mam coś oglądać, ale łatwo nie jest - mało ciekawych ofert, dużo chętnych.
A teraz zwijam się do kina na “I am a legend”.
——————————————————————————–
Update: Film może być. W kategorii weekendowego zabijacza czasu. Coś w stylu “28 dni później” ale dużo bardziej hollywoodzkie i słabsze. Szkoda, można było z tego zrobić coś fajnego…
No i pierwszy dzień w pracy za mną… Sporo sie działo, poznałem jakieś 80 osób, a to jeszcze nie wszyscy… Wielonarodowa dywizja, po firmie oprowadzał mnie Francuz, obok mnie siedzi Portugalczyk, jest Hiszpan, Litwin, Chinka, Malezyjczyk, Szwed, Amerykanin z oddziału w Stanach… Na razie kojarze tylko pare osob z imienia. Ale ekipa wesoła, przyjazna, więc dobrze się tam czuje…
Muszę tylko zmienić miejsce zamieszkania bo dojazdy od siostry mnie dobijają. 1,5h w jedną stronę, autobus + Luas + 2 przebierzki piechotą to nic miłego.
Pogoda jak na Irlandię jest niezła. Dziś nawet wyszło słońce, chociaż wiało całkiem mocno. No i zgłosiłem się do letniej ligi rugby
w ramach poznawania nowej kultury…
…i po świetach. Bardzo intensywny czas
zakończony 4-dniowym Sylwestrem w Lądku Z. Oj się działo. Nawet po raz pierwszy w życiu próbowałem jeździć na nartach (no może nie pierwszy w ogóle, ale na pewny pierwszy we właściwy sposób - odpowiednie buty, stok z wyciągiem etc.). Było sporo spektakularnych upadków, ale podobało mi się
Krótki kurs narciarski, trafia na listę rzeczy do zrobienia przed 30stką. Zabawa Sylwestrowa w “kuracjuszowych” klimatach była udana, pomimo tego, że niektórzy za bardzo się wczuli w role emeytów na wywczasach. Ale hicior imprezy poszedł w świat (Pełna wersja tutaj)
A po powrocie 2 dni pakowania, 3h lotu… i teraz siedze w Dublinie. W poniedziałek pierwszy dzień w pracy. Czas rozpocząć nowe życie…