Baile Átha Cliath
…i po świetach. Bardzo intensywny czas
zakończony 4-dniowym Sylwestrem w Lądku Z. Oj się działo. Nawet po raz pierwszy w życiu próbowałem jeździć na nartach (no może nie pierwszy w ogóle, ale na pewny pierwszy we właściwy sposób - odpowiednie buty, stok z wyciągiem etc.). Było sporo spektakularnych upadków, ale podobało mi się
Krótki kurs narciarski, trafia na listę rzeczy do zrobienia przed 30stką. Zabawa Sylwestrowa w “kuracjuszowych” klimatach była udana, pomimo tego, że niektórzy za bardzo się wczuli w role emeytów na wywczasach. Ale hicior imprezy poszedł w świat (Pełna wersja tutaj)
A po powrocie 2 dni pakowania, 3h lotu… i teraz siedze w Dublinie. W poniedziałek pierwszy dzień w pracy. Czas rozpocząć nowe życie…
kjklj powiedział(a),
styczeń 5, 2008 @ 23:54
Pięknie powiedziane


Czas rozpocząć nowe życie..
a gdybyś odnalazł w swoim otoczeniu coś co kompletnie nie pasuje…dzwoń do Watykanu!może to im coś zginęło?
pozdrawiam