Nareszcie… po prawie 7 tygodniach poszukiwań udało mi się wreszcie znaleźć mieszkanie. Od tego weekendu mój adres to Pearse Street, Dublin. 15min spaceru do centrum i grubo ponad połowę krótsza droga do pracy. Bez korzystania z autobusu, więc mam w nosie poranne korki. Sweet. No i mam sympatyczną współlokatorkę
W pracy sprawy się rozkręcają, dostałem normalne zadanie i wreszcię robię coś co ma sens. I mam okazję pobawić się najnowszymi modelami komórek
Zaliczyłem kilka imprez i trzeba przyznać, że Irlandczycy naprawdę ostro balują. Podobnie zresztą jak sporo część pozostałej międzynarodowej ekipy. Poza tym zaliczyłem wypad na ściankę (zamierzam to robić regularnie) i na występ stand-up comedians. To ostatnie było bardzo ciekawym przeżyciem, pomimo tego, że sporej części żartów nie zrozumiałem. Nie tylko ze względu na lokalne niuanse, ale również z powodu akcentu i tempa mówienia występujących. Ale i tak było sporo śmiechu.
Niestety plany dotyczące wypadu do Polski na weekend musiałem odłożyć na po świętach, bo ceny biletów są po prostu chore. A szkoda, bo naprawdę mialem ochotę zobaczyć znowu wszystkich znajomych i pójść z nimi na impreze. Ale co się odwlecze…
Cieszę się, że wreszcie zaczyna się to po co tu przyjechałem. Nowe życie czas zacząć…
Jakoś mi te dwa, trzy ostatnie tygodnie nie wiem kiedy uciekły. Wiele się dzieje… Ciągle szukam pokoju, który by odpowiadał moim wymaganiom - blisko centrum i z dobrym dojazdem do pracy. Niestety fajnych ofert jest niewiele, te które są znikają natychmiast. Znalazlem 3 ciekawe miejsca, ale niestety odpadłem w castingu. Chyba musze popracować nad pierwszym wrażeniem.
W pracy czuję się coraz pewniej, coraz bardziej rozumiem Irlandczyków… Choć ciągle potrafią zaskoczyć mnie zdaniem, z którego nie rozumiem ani słowa. Ciężko się przestawić na ich akcent… nie tylko zresztą na ich - obok mnie siedzi Chinka - tą zrozumieć, to jest dopiero sztuka!
Dostałem pierwszą wypłatę i jestem bardzo zadowolony, zwłaszcze jeżeli wziąć pod uwagę, że niewiele zrobiłem w ciągu tego miesiąca poza uczeniem się aplikacji i czytaniem dokumentacji. Ale uciekłem przed emergency tax, dzięki szybkiemu telefonowi do tax office. Muszę tylko pilnować się, żeby nie wpaść w szał zakupów
Zaliczyłem pierwszą imprezę firmową - świętowanie zeszlorocznych sukcesów. W odróżnieniu od imprez w mojej poprzedniej firmie, tu wszyscy zostali do końca (a nawet kontynuowali zabawę gdzie indziej), a Irlandczycy bawią się ostro i nie wylewają za kołnierz. Zwłaszcza jak firma stawia
Muszę sobie załatwić jakieś zajecia ruchowe bo na tutejszym wikcie ciężko nie utyć. Na szczęście w przyszłym tyg. zaczynamy grać w piłkę halową. Trochę ruchu (poza bieganiem z luasa do autobusu i na odwrót) się przyda. Na szczęście ekipa w pracy jest usportowiona, więc na brak propozycji sportowo-ruchowych nie narzekam.
Pogoda - odwieczny temat dyskusji w Irlandii - jest bardzo różna. Zeszły tydzień był całkiem ciepły i nawet nie padało (za wiele ). Ten był zimny, wietrzny, a nawet padał śnieg z deszczem :(. Biura mojej firmy znajdują się w pobliżu wzgórz otaczających Dublin i być może dlatego pogoda tam zmienia się bardzo szybko. Niektórzy żartują, że jeden dzień w Irlandii to jak tydzień gdzie indziej. Rano pada, potem słońce, potem śnieżyca, a wieczorem sucho, ale wietrznie.
Ostatnio dowiedziałem się, że koleżanka z ogólniaka, która jest w Dublinie, 2 tygodnie temu znalazła pracę w firmie, która ma siedzibę w budynku obok mojej. Small world Nasza-klasa jest może i wolna, ale prowadzi do ciekawych odkryć.
Ciągle brakuje mi znajomych z Wrocka… nie mam zupełnie czasu na zabawę i poznawanie nowych…