Juno
Ostatnio obejrzałem dwie komedie reumatyczne. Czyli wyrobiłem normę na rok, albo nawet na dwa lata. No ale tak to jest jak się chodzi do kina z siostrą
O ile “Accidental husband” to sztampowy do bólu przedstawiciel gatunku, o tyle “Definetely, Maybe” był o wiele ciekawszy. Także, jeżeli Twoja siostra/dziewczyna/koleżanka/kuzynka ciągnie Cię do kina i z jakiegoś powodu nie daje się przekonać, że “Rambo” to skomplikowany portret psychologiczny człowieka stawiajacego czoła przeciwnościom losu, zabierz ją na “Definetely, Maybe”. Nie zaśniesz z nudów, a możesz nawet będziesz się dobrze bawić (jeżeli tylko potraktowałeś tekst o Rambo jako, żart, bo jeżeli nie, zaczynam współczuć Twojej kobiecie).
Ale nie o tym chciałem pisać. Obejrzałem sobie dziś inny film - “Juno”. Ciekawy. Historia 15-latki, która zachodzi w ciąże i nagle musi stawić czoła sytuacji, której nie jest w stanie do końca pojąć. Wbrew pozorom nie jest to dramat, temat został potraktowany z przymrużeniem oka. Nie jest to też głupawa komedia. Na szczęście twórcy filmu potrafili stworzyć naprawdę ciakawy scenariusz (za który zresztą dostali Oscara, jeżeli to kogoś interesuje). Zetknięcie świata “dorosłych”, w który nagle wkracza bohaterka, z jej własnym, pokazane na wesoło, jednocześnie pełne jest zaskakująco trafnych spostrzeżeń. I pomimo swojego dziecięcego spojrzenia na życie, to właśnie nastoletnia Juno okazuje się dojrzalsza niż starsi i (teoretycznie) bardziej doświadczeni od niej ludzie.
Postać Juno świetnie zagrana przez Ellen Page (nominacja do Oscara). W roli wyszczekanej nastolatki jest naprawdę dobra, i zyskuje sympatię widza od samego początku. Film jest pogodny, zabawny, skłania do przemyśleń, ale bez popadania w protekcjonalizm… Naprawde dobrze się go ogląda, pozostawia pozytywne ciepło i poczucie miło spędzonego czasu.
Trailer:
Tą piosenką flm się zaczyna…
A tą kończy…
Rzeczy, które robisz w Dublinie będąc… « Nothing as it seems… powiedział(a),
marzec 25, 2008 @ 0:40
[...] deszczem, lub po prostu masz wolny wieczór. Oglądasz filmy, albo w kinie, albo na kompie. O “Juno” już pisałem, oprócz tego spodobały mi się “No Country For Old Men” (Coenowie w [...]
asher powiedział(a),
kwiecień 2, 2008 @ 16:10
Też już widziałem Juno i jestem pod ogromnym wrażeniem. Począwszy od Ellen, przez kapitalne dialogi aż po muzykę. Wszystko w tym filmie współgra ze sobą idealnie. To jest kino jakie uwielbiam i nigdy nie przestanę.