zimno, ciemno i do domu daleko…
…wieczór nienajlepszego humoru. Czasem tak mam, że kilka, z pozoru błahych sytuacji, potrafi mnie wytrącić z równowagi i pchnąć w jakiś melancholijno-ponury nastrój. Nawet szatę bloga zmieniłem, żeby bardziej pasowała do mojego nastroju…
Za oknem zimno, ciemno i pada. Odpoczywam wykończony po ostrej imprezie (znowu skończyliśmy o 6 rano). Do tego 2 mecze tag-rugby dziś. Oba przegrane. W pierwszym było jeszcze spoko, ale w drugim totalna porażka. Dostalismy srogie baty, a ja pożarłem się z sędzią i pod koniec pierwszej połowy zrezygnowałem z gry, żeby nie dostać czerwonej kartki. Moja wina, niepotrzebnie się z nim kłóciłem, ale koleś ma chyba jakieś problemy z własnym ego. Nieważne, zawiodłem zespół, a tego nie powinienem robić. (Tak, wiem, że to tylko zabawa - ale ja zawsze angażuje się na 120%).
Wczorajsza wizyta na ściance (druga w życiu) dała mi pozytywnego kopa, bo wreszcie coś mi tam zaczęło wychodzić. Na pewno jeszcze tam wrócę. Szkoda, że reszta weekendu nie była już tak udana. Impreza, choć w sumie zabawa była dobra, nie potoczyła się do końca po mojej myśli. Może za bardzo chcielismy powtórzyć świetną atmosferę z pożegnania Alice i Michaela… może trzeba było wymysleć coś nowego…
Natchnęło mnie dzisiaj na przemyślenia nt. mojej dotychczasowej obecności w Irlandii. Jestem tu już prawie 4 miesiące… Na pewno nie żałuję zmiany pracy. Pomimo tego, że nie robię nic bardziej odkrywczego niż poprzednio (choć coś innego na pewno) to dzieki świetnej atmosferze i fajnej ekipie, chodzę do pracy z przyjemnością i nie odliczam dni i godzin do weekendu. Czas leci niesamowicie szybko, ale nie wypełnia go rutyna.
Martwi mnie troche, że na razie wydaje wiekszość tego co zarabiam, a w końcu przyjechałem tu po to by odłożyć trochę kasy. Ale z drugiej strony cieszę się życiem, próbuje mnóstwa nowych rzeczy, zwiedzam i przede wszystkim świetnie się bawie. A na oszczędzanie przyjdzie czas
Najbliższe dwa weekendy zapowiadaja się dużo ciekawiej i na pewno będzie o czym pisać so stay tunned…