poniedziałkowe retrospekcje

maj 12, 2008 at 23:36 (Dublin, Imprezy, Muzyka, fotografia, kobiety, podróże, wiosna, wspomnienia) (, , , , , , , , , , , , , , )

Czy ja już mówiłem, że tu wszystko dzieje się szybciej? Acha. Milion razy? Bez przesady, powtarzam się ale nie aż tak ;)

Zerwałem się dziś z pracy, bo od tygodnia leczę przeziębienie i nie mogę skubaństwa wyleczyć. A, że nie miałem dziś nic do roboty więc zamiast grzebać na stronkach z laptopami stwierdziłem, że odeśpię i podleczę się trochę. Siostra wybyła była na jakiś czas, więc wycyganiłem na te parę dni laptopa. Foty poszły w obróbkę, nadrobiłem zaległości w czytaniu innych blogów, nawet jakiś film ściągnąłem. Pięknie jest…

Lahinch, tym razem fotograficznie

Wracam do wyjazdu z przed 2 tygodni (a wydaje się, że to było wieki temu)… Kilka fotek z moich (niezbyt udanych) prób surfowania:

wizyta na Moherowych Klifach

Benidorm, 5 rano

Ponieważ bilety do Polski są horendalnie drogie (np. ostatni weekend czerwca - 300€!), to na długi weekend, zamiast do Wrocławia, wybraliśmy się z Alexem do Benidorm. Lot do Alicante, tam wynajęliśmy samochód (Ford Ka - dla nas dwóch jak znalazł) i w drogę. Miasto paskudne - bloki jakieś totalnie od czapy, dookoła pustynia prawie że. Ale kiedy wreszcie odnaleźlismy swóje apaartamenty i wyszliśmy po 21 ‘na miasto’ - zakochałem się w Hiszpanii. Piątkowy wieczór zaczyna się od kolacji. Paella z owocami morza, sangria - pycha! Potem (było już grubo po 22) poszliśmi wzdłuż plaży uliczką pełną klubów. Benidorm (o czym dowiedzieliśmy się już po kupieniu biletów) to jedno z ulubionych miejsc wakacji Anglików i mocno jest nastawione na turystów. Odpuściliśmy sobie jednak wszystkie hard rock caffees, pełne ludzi po 40stce.

Wybraliśmy Penelope - lokal nazwany na cześć pewnej znanej Hiszpanki ;) Na wejście dostaliśmy shoty tequili za free i zniżkę na pierwszego drinka ;) Nadmienić należy, że w hiszpańskich klubach nie skąpią alkoholu i leją 2x (jeżeli ja zamawiam) lub 3x (jeżeli Alex zamawia po hiszpańsku) więcej. A upijać się nie ma po co, bo widoki upajają wystarczająco. Jak na razie Hiszpanki to jedyne dziewczyny jakie spotkałem, które

mogłyby się równać urodą z Polkami. I tylko wszechobecny dym papierosowy psuł zabawę. Po 4 miesiąca w wolnych od dymu klubach Irlandii to było trudne do przeżycia. Łzawiące oczy, śmierdzące ciuchy i kac gigant - bez tego mogę się doskonale obejść. Co ciekawe impreza rozkręciła się koło 1 w nocy. Zwineliśmy się po 5 rano, a i tak po drodzę spotkaliśmy 4 dziewczyny, które zapraszały nas żebyśmy poszli z nimi na

kolejną imprezę. To jest życie ;)

Następnego dnia plaża i jeszcze więcej dobrego jedzenia, a wieczorem powtórka z nocnego szaleństwa. I tak do poniedziałku, z tym że niedzielny wieczór był lajtowy, bo jedyne osoby w klubach to turyści.

Nauczyłem się kilku nowych hiszpańskich słow: fuet (katalońska kiełbasa - pyszna), churros (slodkie, tłuste racuchopodone coś) i horchata (napój z sam nie wiem czego, ale dobry). Więcej nauki w planach, bo Hiszpanki kuszą a nie bardzo mówią po angielsku. No i do samej Hiszpanii na pewno wrócę, ale nie do Benidorm.

Dublin nie składa broni

Po powrocie okazało się, że w Dublinie lato. Słońce, lekki wiaterek. Pięknie. Żeby jeszcze tylko kobiety nie odbiegały tak znacznie od polsko-hispzańskich standardów. No, ale nie ma co narzekać. W końcu trochę Polek tu jest. ;)

I znowu wciągnął mnie wir zajęć. Środa wspinaczka, czwartek impreza w brazylijskim klubie w towarzystwie (nareszcie!) pięknych kobiet. Sobota domówka u Dominiki (przydał się przywieziony z Hiszpanii Havana Club). W niedziele kac gigant, a tu o 15:00 trzeba było zagrać mecz tag-rugby. Myślałem, że zjadę w tym słońcu. Tradycyjnie wszyscy na kacu, tradycyjnie zaliczyłem przyłożenie, tradycyjnie pary starczyło nam tylko na pierwszą połowę meczu i przegraliśmy. A wieczorem znowu imprezka na zakończenie sezonu. Lajtowo - do 24:00.

Uff!

A teraz się kuruję bo organizm się w końcu zbuntował. A tu trzeba zbierać siły, bo w środę koniec kursu wspinaczkowego i będzie okazja do paru drinków…

A za 19 dni - najazd na Wrocław! Nareszcie! Trzeba pokazać Alexowi, że Polacy nie gęsi i swoje kobiety, imprezy i dobre jedzenie mają!

Liczba komentarzy: 13

  1. akderk powiedział(a),

    maj 13, 2008 @ 10:04

    Ola!!!
    a kiedy w zawitasz w moje okolice Łobuzie ;)

  2. lowlight powiedział(a),

    maj 13, 2008 @ 11:15

    Hola! (jeżeli już uczymy się hiszpańskiego) ;P

    Co ja na to poradzę, ze taniej wyskoczyć na weekend do Hiszpanii niż do Polski?

  3. akderk powiedział(a),

    maj 13, 2008 @ 11:30

    no ola hola czy aloha jeden diabeł ;p;p

  4. Trucizna powiedział(a),

    maj 13, 2008 @ 21:59

    Kurde jak na amatora na desce bez żagla to wygląd masz Wojtku full profi ;)

  5. lowlight powiedział(a),

    maj 13, 2008 @ 22:57

    wygląd ;) haha dobrze, że nie ma zbliżeń, bo pianka była baaardzo ciasna ;)
    Szło mi nie za bardzo w ciągu 2 sesji po 2h stałem na desce może 2-3 razy na max 3 sekundy. Ale za to oponaowałem sztukę zjeżdzania z deski głową w dół przy większych (1.5m) falach ;)

  6. Mag powiedział(a),

    maj 14, 2008 @ 17:29

    zdrowia! :)

  7. lowlight powiedział(a),

    maj 14, 2008 @ 19:36

    dziękuję, jest coraz lepiej - zaraz ruszam na ściankę ;)

  8. nadziejka powiedział(a),

    maj 15, 2008 @ 15:43

    Lowek, to kiedy mnie odwiedzisz? ;)

  9. lowlight powiedział(a),

    maj 15, 2008 @ 16:40

    Nadko, przecież odwiedzam Cię codziennie ;) czasem po kilka razy ;P

  10. nadziejka powiedział(a),

    maj 15, 2008 @ 17:54

    Cwaniak :P Nie to nie :P

  11. nadziejka powiedział(a),

    maj 15, 2008 @ 17:55

    /foch/

  12. lowlight powiedział(a),

    maj 15, 2008 @ 20:09

    hahaha ;) zawsze wiedziałem, że jesteś kobietą pełną piersią :D

    wierz mi, lepiej dla Ciebie żebym Cię nie odwiedzał, jeszcze Ci w głowie zawrócę i co? ;P

  13. Refrigerator powiedział(a),

    czerwiec 19, 2008 @ 3:54

    Somehow i missed the point. Probably lost in translation :) Anyway … nice blog to visit.

    cheers, Refrigerator.

Napisz komentarz