dwadzieścia-dziesięć
…no i mam… jakoś nie czuje się specjalnie inaczej niż 2 dni temu. Melancholii nie uległem, a przynajmniej nie bardziej niż zazwyczaj. Celebracja tej “znaczącej” daty polegała na wyjściu na pokaz “cyrku” Le Clique w ramach Absolut Fringe Festival. Ciekawe widowisko (dozwolone od lat 18 ;P ), mnie najbardziej podobala sie ta pani:

Część występów pasowała raczej do wieczoru panieńskiego i została odpowiednio nagrodzona piskami żeńskiej części widowni
– na przykład występ faceta wskakującego w samych jeansach do wanny
Specjalnie dla moich wiernych czytelniczek – link do filmiku z jego występu.
Świętowanie właściwie zaczęło się już w poprzedni weekend – wycieczką do Cork. W sobotę rano był surfing w Inchydonney (www.westcorksurfing.com), a wieczorem grill u Hiszpanów, którzy, choć byli w większości 11-1, starali się rozmawiać po angielsku, żebym nie czul się odrzucony
(Francuzi uczcie się!). A potem było jeszcze bardziej imprezowo
W ten weekend ciąg dalszy, tym razem w Barcelonie – bo życie zaczyna się po dwadzieścia-dziesięć!

Prawdziwe życie zaczyna się po 40.
Życie zaczyna się po 50-tce a jeszcze lepiej po dwóch

A tak serio trafiłam na Twój blog poszukując info na temat lisy Hanningan, ale pozwolisz, że się tu rozgoszczę na dłużej?