Nogi jakby odpoczęły po zeszłotygodniowym skakaniu podczas koncertu Rage Against The Machine… Zgubione karty już zablokowane, jedna nowa już nawet przyszła… Weekend miał być pracowity, a wyszło jak zwykle. Może nie do końca bo piątek upłynął pod znakiem pijaństwa w towarzystwie znajomych z pracy (pierwsza taka impreza chyba od Xmas party). Wzbogaciłem się o 2 szklanki Bacardi mojito i kilka dość krępujących wspomnień
No i gdzieś na parkiecie (tak, aż tyle wypiłem) mignęła mi rudowłosa piękność…
Podopinałem wyjazd do Polski via Londyn. Teraz pozostaje sprzedać bilety na koncerty PJ w Belfaście i Berlinie. Niestety, nie dam rady, ale dzięki poświęceniu 2 z 5ciu, na które miałem iść, będę mógł spędzić więcej czasu i we Wrocku i 3mieście. Do tego jednodniowy i 2 nocowy pobyt u rodziców, mam nadzieje z wizytą u znajomych. Plus w Urzędzie Gminy, no bo trzeba wyrobić zgubione dokumenty. Dublin-Londyn-Wrocław-Toruń-Gdańsk-Dublin. Fajnie się to wszystko zapowiada i mam nadzieję, że wytrzymam kondycyjnie.
W pracy ten sam marazm i wtaczanie kamyków a’la Syzyf. Mam już chyba dość Dublina, pora na zmianę. Ale gdzie mnie wywieje tego jeszcze nie wiem. Opcje pojawiają się i znikają. Październik na razie deadlinem, ale każdy dzień przynosi nowe zmiany…
Czytam “Podróże z Herodotem”. Podoba mi się, zarówno książka, jak i sam fakt, że czytam. Jeden słoneczny weekend kilka tygodni temu – z książką na balkonie, dał mi więcej radości, motywacji, odpoczynku niż tygodnie przed kompem. Przez chwilę buzowałem pomysłami, emocjami, odżyłem. Pogoda wróciła do “normy”, ale gdzieś czasem odnajduję resztki tego zrywu.
Hmm… nie było tak ciężko… może powrócę do pisania tu częściej. Wyrzucenie z siebie kilku rzeczy dobrze robi. A na retrospekcje przyjdzie czas. A na razie zapodaje nową szatę graficzną – tak w ramach motywacji do zmian.
wreszcie!!!!!