W Irlandii lato. Nie żartuję. Pełnowymiarowe, wypasione lato z trzema paskami. Jestem tu trzeci rok, a taką pogodę widzę po raz pierwszy… Słońce świeci przez większość dnia, wczoraj grając w nogę miałem wrażenie,
że to Południowa Afryka, tak było gorąco. Dziś po pracy wziąłem Herodota, Coronkę i siadłem sobie na balkonie na wieczorne czytanie… Dublin zyskuje 300% uroku kiedy jest ciepło i słonecznie.
Hmm właśnie udało mi się sprzedać (na eBayu) jeden z biletów na PJ – do Belfastu. Został Berlin. Szkoda trochę, że planowany tour z pięciu miast zmniejszył się do trzech, ale jestem pewien, że i tak będzie fajnie. No i najważniejsze, że wreszcie wybiorę się do Polski i to na więcej niż weekend. Planuję wykorzystać ten czas w 120%, więc kto będzie we Wrocku lub Trójmieście – szykujcie się na ostrą zabawę
Lipiec też zapowiada się poza domem – czeka mnie znowu podróż do Seattle. Poprzednie trzy upłynęły pod znakiem ostrej pracy (może z wyjątkiem ostatniej), stresów i przybierania na wadze. Mam nadzieję, że tym razem będzie więcej czasu na zwiedzanie, relaks i odpoczynek
Podobno pogoda w lipcu jest tam całkiem niezła.
Może już czas na nową notkę…?