…i kolejny miesiąc za mną. Lato w połowie (w krajach w których lato trwa dłużej niż 2 tygodnie). Wersja 3.1 nadchodzi. Planów wakacyjnych na razie nie ma. Tzn. plany w sumie i by się znalazły, ale konkretów ni ma… Zatem zamiast snucia planów na przyszłość trochę retrospekcji…

Nie ma takiego miasta Londyn, czyli jeden dzień (z kawałkiem) w Londku

Tower Bridge, Londyn

Dotarłem tam ok. 10 rano, przejechałem się londyńską taksówką, odnalazłem swój hostel, zostawiłem sprzęt i w długą ;) . Tower Bridge był zaledwie kilka minut drogi piechotką, pogoda super więc chodziło się przyjemnie. Zgodnie ze swoim zwyczajem odnalazłem Hop-in/hop-off bus. Zrobiłem już tak w kilku miejscach i (może poza Mediolanem) nigdy nie żałowałem. To najlepszy sposób, żeby zobaczyć jak najwięcej jak się ma mało czasu, a jednocześnie daje swobodę pozostania na dłużej w dowolnym miejscu.

Kanarkowo, Londyn 2010

Dla mnie tym miejscem było Picadilly Circus, gdzie trafiłem na grupę Brazylijczyków (a przede wszystkim Brazylijek ;) ) zapraszających do pobliskiego pubu na mecz Brazylia-Portugalia. Mecz nie był specjalnie ciekawy, ale widoki jak najbardziej. Caipirinha niestety bez smaku…

Brazylijczycy na Picadilly Circus

Londyn ma kilka ciekawych miejsc, ale raczej nie chciałbym tam mieszkać. Uderzą chaotyczność, przesyt kolorów, neonów, stylów… Podobnie jak w Sydney czuje się “wielkomiejskość”, a może to kwestia czegoś innego, czego nie umiem nazwać. Ale ciężko powiedzieć, że to miejsce ma charakter jak Melbourne, Budapeszt czy choćby Wrocław albo Gdańsk.

Pearl Jam w Hyde Parku

Oczywiście głównym powodem wizyty był koncert Pearl Jam w ramach Hard Rock Calling w Hyde Parku. Wrażenia mieszane, chyba za szybko po Dublinie bo nie czułem już takich “ciar” jak za pierwszym razem. Ale fajna atmosfera, przyjaźni ludzie wiec miłe wspomnienia. Może poza faktem oberwania w plecy butelka z piwem (na szczęście plastikową).

Tour de Pologne

To był bardzo fajny tydzień. W 7 dni zaliczyłem po kolei Wrocław , Toruń (pod) i Trójmiasto.

We Wrocku ognisko, szaleństwa i legendarne już wejście na bezczela po winko na garniturowa imprezę w willi obok ;) Takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani jednego. Do tego spotkania z ciekawymi ludźmi, dobre jedzonko (Oregano!), świetna pogoda i mnóstwo pięknych kobiet. Jak zawsze wyjeżdżało się bardzo ciężko. Ale mus to mus… Zresztą niedługo powrót, a nawet 2.

Kolejnym przystankiem był dom rodziców. Nie bylem tam latem od prawie 3 lat. Dziwnie, ale dobrze było się tam pojawić. Nawet wyprawa z konieczności po urzędach była ok. 2 dni chilloutowania to dokładnie tyle i potrzebowałem (i bylem w stanie znieść). Tylko dom rodziców niestety zmienia się w kociarnie, ech ten syndrom pustego gniazda ;)

Open'er 2010, photo by Kasia W.

photo by Kasia W.

Potem zawitałem do Trójmiasta. Ostatni raz bylem tam jako dziesięciolatek. Koncert Pearl Jam w ramach Open’era był super przeżyciem, ale organizacja po prostu koszmarna. O ile miasto stanęło na wysokości zadania (m.in. podstawiając darmowe autobusy) o tyle organizatorzy zwyczajnie dali d… Bilety kupowałem online. Trzeba je było wymienić na opaski. Żeby to zrobić należało znaleźć właściwe miejsce wymiany. To pierwsze wyzwanie. Zero informacji, ludzie którzy bilety mieli z rożnych źródeł musieli stać w rożnych kolejkach. Zresztą kolejka to za dużo powiedziane. Wszyscy ochroniarze zamiast uformować ludzi w jakiś sensowny sposób, zajmowali się trzymaniem barierki, na którą napierał tłum. Za barierką stał jeden (sic!) facet który wydawał opaski.

Open'er 2010, photo by Kasia W.

Wydanie jednej zajmowało mu ok 3-4 min. Zeskanować kod na bilecie, zacisnąć opaskę przy pomocy maszyny chyba ze średniowiecza. Koniec? Nie! Jeszcze trzeba było złożyć podpis na bilecie (wtf!?). Sam bym sobie z tym poradził, nie raz już widziałem popisy naszych organizatorów – np. godziny stania przed koncertem PJ w Chorzowie. Ale tym razem była z nami koleżanka, która jest w 7 m-cu ciąży. Oczywiście zero taryfy ulgowej. Szlag mnie trafiał! Dla porównania na koncercie PJ w Hyde Parku wejście na teren koncertu zajęło mi ok. 15 minut. Bilet kupiony online, żeby odebrać trzeba pokazać kartę. Zgubiłem? A to poproszę dokument tożsamości i wydruk potwierdzenia przysłanego mailem. Proszę. Dziękuje. Do widzenia.

Po powrocie prawie od razu musiałem lecieć do Seattle… ale o tym kiedy indziej.

Komentarze
  1. tastefully pisze:

    Fajne fotki, fajne wspomnienia, fajna notka, no i fajny z Ciebie facet jest :)

  2. lowlight pisze:

    dziękuje ;) u Ciebie też bardzo smacznie

  3. no fakt organizacja z dupy, ale moje dziecko zaliczyło pierwszego open’era :D

  4. lowlight pisze:

    to fakt :) I nawet są fotki, żeby mu kiedyś pokazać ;)

  5. tastefully pisze:

    Już chyba czas na kolejną notkę… :)
    Czekam, jak zwykle niecierpliwa :P

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s