Przechodniu powiedz Sparcie…
Obejrzałem. Tak naprawdę to czuję umiarkowany niedosyt. Film jest dobry, utrzymany w konwencji, ciekawy wizualnie, ale tak naprawdę niczym mnie nie zaskoczył. Nie jest to dzieło na miarę ekranizacji trylogii Tolkiena. Stylistyka komiksu, pokazana już przez Roberta Rodrigueza przy Sin City, jest na pewno plastycznie interesująca. Scenariusz, który znam z noweli Franka Millera (i z historii) również niczym nie zaskakuje. Inna sprawa, że czekałem na ten film i wiedziałem o nim wiele, czytałem komiks, widziałem trailery. Dla kogoś „świeżego” to będzie na pewno inne przeżycie.
A jednak to dobry film, bo tak naprawdę o to chodziło. O ponad półtorej godziny, które się nie nudzi, przekazuje ponadczasowe przesłania bez patetyzmu i nadętości (co dziwne w przypadku amerykanów). Rozumiem, czemu film jest popularny – to tak naprawdę czysta rozrywka. Świetne dynamiczne kadry, doskonale dobrana muzyka. Oczywiście nie jest to film na wieczór z dziewczyną, chyba, że jest fanką Franka Millera ;). Proporcje pomiędzy zabawą, „przesłaniem” i formą wizualną zostały zachowane, więc nikt nie powinien się nudzić.
Śmieszą mnie trochę głosy oburzenia ze strony Iranu nt. tego filmu, oskarżenia o propagandę itp. Fakt, że Persowie przedstawieni są tu jako banda zadufanych w sobie idiotów, ale z drugiej strony tak trochę było. Rozwalić kilkuset-tysięczną armię na 300 wojownikach to nie lada sztuka. Poza tym, to przecież bajka. Komiks z czarno-białymi postaciami, gdzie od razu wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. A jednak skłonił mnie to kilku refleksji, do przemyślenia kwestii honoru, zdrady, miejsca dla idealizmu w dzisiejszym, oportunistycznym świecie. Ale o tym wkrótce…