I znowu próbuję tu wrócić. Czuję potrzebę wyrzucenia z siebie myśli, uczuć i fobii. Ukrytych pod postacią zdań wielokrotnie złożonych. Przeznaczonych dla konkretnych oczu, choć niewidzianych przez prawie nikogo słów. Czas leci nieubłaganie i niedługo minie 10 lat od kiedy napisałem tu pierwsze słowa. Niesamowite jak wiele i jak mało się zmieniło od tego czasu. Nie jestem już dwudziestoparolatkiem jak twierdzi strona „O mnie”. Ani nie mieszkam w Dublinie czy Wrocławiu.

A jednak w gruncie rzeczy nadal jestem tym samym człowiekiem, który nadal szuka czegoś, czego nie może znaleźć. Może dlatego właśnie, że nie ma pojęcia czego chce i czego tak naprawdę mu brakuje.

Wracam bo potrzebuje udokumentowanie kolejnego etapu tej podróży, która, wiem to, zakończy się kiedyś śmiercią. Bo przecież wszyscy zmierzamy do tego celu. Uno momento… mori. Być może zamilknę za kilka tygodni, miesięcy. Będzie to oznaczało, że po raz kolejny znalazłem iluzję szczęścia. Nadzieję, na sam nie wiem co. Bo wtedy przestaję pisać, bo nie mam czasu na rozczulanie się nad sobą. Działam, poświęcam 110% uwagi. I dlatego pewnie tak ciężko jest być w takim momencie jak teraz. Ze świadomością, że po raz kolejny nic z tego nie wyszło.

Nic to. Bogatszy o doświadczenia, mądrzejszy o własne błędy i coraz bardziej obojętny, zaczynam po raz n-ty. Fail better.

I tak naprawdę data powrotu nie jest do końca przypadkowa 😉

Happy Steak and BJ Day

Reklamy

no to zaliczyłem pierwszy wpis po pijaku… zazwyczaj pisałem na kacu. Write drunk, edit sober pisał Hemmingway. Nie będę tego edytował, zostawię sobie na pamiątkę. Najsilniejsi czasem czują się słabo, najcierpliwsi nie mają siły czekać, najwięksi optymiści czasem tracą nadzieję. Sam sobie to robię, próbując znaleźć sens. W głowie mam tysiące słów z piosenek, haseł z tumblra. To go to heaven you must first go through hell. Tattoo nr 5.

Głębszy oddech, piguła na głowę, kawa. I trzeba siąść pomyśleć co dalej. Zaplanować urlop. Może wyjadę jutro do Świebodzic, zaszyję się „na wsi” z netem na edgu, żeby mnie nie kusiło. Odzyskać spokój, siły, zanim zwariuje i podpalę swój świat.

 

Jest źle

Posted: Sierpień 11, 2012 in Moje przemyślenia

po raz kolejny  wymiękłem, odsłoniłem się i dostałem popalić. she is not comming back. jest 2 w nocy, probowałem ubić strach alkocholem ale mój stan umysłu nie pozwolił się zniszczyć. Tęsknie i boje się na przemian ze złością. Nie mam już sił czekać, sam nie wiem na co…

List do

Posted: Sierpień 7, 2012 in kobiety, Moje przemyślenia, wspomnienia

już na samym początku mam problem jak się do Ciebie zwracać. Bo ten list jest i nie jest do Ciebie konkretnie. To znaczy jest do Ciebie, ale i do innych, które poznałem w podobnych okolicznościach. Wszystko jedno czy był to net, przypadek, czy wspólni znajomi. Poznaliśmy się. Było to w okresie dla mnie trudnym, ale to mnie nie usprawiedliwia żaden sposób. Ale po kolei.
Spotykając Cię wiedziałem, jaki jest mój stan. Wiedziałem, że mam w sobie dziurę, zaszytą pod skórą pamiątkę. Nie byłem gotowy na nikogo nowego. Nie na poważnie. Nie wierzyłem w związki bez wielkich emocji do czasu, aż pierwszy raz tego nie spróbowałem. To było przyjemne, do pewnego stopnia. Pozwalało poczuć się trochę lepiej. Wydawało mi się, że jestem fair, bo mówiłem Ci prawdę, nie ukrywałem, że nie jestem gotowy na poważny związek. Myślałem, że skoro i tak się ze mną spotykałaś, to taki układ Ci odpowiada. Nie rozumiałem wtedy jeszcze nadziei, że “może kiedyś” – tej naiwności, poczucia, że wystarczy być dobrym, by druga osoba “wreszcie zrozumiała”.
Bawiłem się Toba, Twoimi uczuciami, do pewnego stopnia wierząc, że bawię się “z” Tobą, że to nasza wspólna zabawa. Uczyłem się od Ciebie bardzo dużo, o sobie, o kobietach, o związkach. Nie wszystko wtedy pojmowałem, ale zapamiętałem i teraz rozumiem z tego dużo więcej…

Po co to wszystko piszę? Bo jest mi przykro. Przepraszam. Wiem, że teraz ma to niewielkie znaczenie, ale naprawdę przepraszam. Teraz dopiero rozumiem, jak wiele bólu sprawiłem Tobie swoim zachowaniem. Zawsze uważałem za powód do dumy to, że jestem w przyjacielskich stosunkach ze swoimi ex (a przynajmniej z większością z nich). Teraz rozumiem, że co innego rozmowy od czasu do czasu, pozorna sympatia a co innego przyjaźń. Wiem, że postąpiłem źle.
Teraz kiedy karma mnie dopadła i to ja jestem po drugiej stronie barykady takiego związku, to ja czekam, teraz dopiero to rozumiem. Wiem, że to marna satysfakcja, że los mi odpłacił za tamte błędy. Nawet ten tekst jest bardziej dla mnie, niż dla Ciebie, żeby trochę uspokoić swoje sumienie.

Są jednak pozytywne strony tego wszystkiego. Pomimo okazji, nie pozwalam sobie teraz na takie układy jak kiedyś. Nie wiem jak długo wytrzymam, bo to kim kiedyś byłem, nie uciekło całkiem. Kiedyś samotność może wziąć górę i potrzeba bycia z kimś, żeby nie być samemu, zmusi mnie do powrotu na złą drogę. Pokusy są wszędzie, a czas zamiast leczyć rany, raczej posypuje je solą. Na razie uciekłem w niebyt, nie myślę, odepchnąłem problemy, nie rozwiązuje ich. Ale kiedyś one powrócą, kiedyś będę musiał stawić im czoła. Mam nadzieje, że świadomość krzywd, które Ci wyrządziłem powstrzyma mnie od powtórzenia błędów.

Nie wiem czy to przeczytasz. W niektórych przypadkach nawet nie wiesz, że to piszę, i że to ja. Nie miałem odwagi powiedzieć Ci tego osobiście, nie mogłem, wolałem tak. Minęło kilka lat mam nadzieję, że tamte chwilę są już dla Ciebie tylko smutną lekcją, że sobie z nimi poradziłaś i nie przejmujesz się już wspomnieniami.

Bądź szczęśliwa, wszystkie bądźcie.

Nie ważne czy minęło 5 lat czy 510 dni 1 godzina 14 minut i 44 sekundy… it still makes much more sense…

Kryzys nasila się… ostatnio myślę o tym co osiągnąłem i co po sobie zostawię… Dookoła znajomi żenią się, mają dzieci, budują domy. Nie oceniam się przez pryzmat stereotypu dom-drzewo-syn, a jednak mam w sobie jakiś niedosyt, przeczucie, że w żaden sposób nie zostawię po sobie śladu.

— zacząłem to pisać ponad miesiąc temu… nie dokończyłem.  Sporo się wydarzyło. Technicznie moja sytuacja z przed miesiąca niewiele różniła się od obecnej, ale w praktyce jestem w zupełnie innym miejscu. Nie będę ukrywał – jest źle. Od początku wiedziałem, że to się tak skończy, więc nie ma co rozpaczać. To był mój wybór. Teraz ponoszę jego konsekwencje.

Zmieniam się. Nie ukrywam już prawdy, nawet jeśli oficjalna wersja (dla matki) brzmi na razie „przerwa”, a nie koniec. Nie ważne, że większość fotek na moim tumblerze to brunetki spowite w kłębach dymu, wyrwane z moich snów i marzeń… Nie mam domu pełnego wspomnień, ale i tak nie mogę zapomnieć. Karma zawsze jest blisko, żeby mnie budzić szpilkami pod paznokcie w postaci banera na mijanej knajpie, piosenki na imprezie u jednego kumpla czy sukienki noszonej przez laskę w klubie na urodzinach innego. Wiem, że zasłużyłem i zbieram się by napisać dlaczego. Nie żałuje żadnej decyzji, żałuje, cholernie żałuje, że nie wyszło…

 

Brak czasu pomaga. Dwa weekendy w Świebodzicach były tak samo lecznicze jak toksyczne. Wspomnienia, przerażenie ogromem śmieci zgromadzonych przez dziadka, tym jak bardzo jestem do niego podobny. I jak bardzo różny. I tym, że aparaty, lampy kreślarskie czy nawet głupie domowe wino, które stamtąd przywiozłem, trafią na dno szafy na długo.

Przeglądam ogłoszenia o nieruchomościach. Chce zbudować dom, potrzebuje portu, bazy której nigdy nie miałem. Jaskini do której będę wracał lizać rany. I pewnie grobu, bo jakoś nie widzę siebie w roli ojca rodziny. Już nie. Znajduje miejsca, ale nie umiem podjąć decyzji. Łapie się na tym, że chce zapytać o radę. Że nie myślę w kategorii ‚ja’, tylko ‚my’. I zmuszam się, przypominam sobie, że to ‚my’ to od zawsze marzenie, zacierające się coraz bardziej…

Tatuaże wybrane. Studio też. Znalezione via google, ale okazało się, że dziewczyna zna mojego brata. Nie potrafię powiedzieć czy zrobi to dobrze, ale to na razie najlepsze co mam. Jeszcze tylko muszę podszkolić się w programach graficznych, żeby dopracować design. Zastanawiam się tylko czy dziarać się przed czy po urlopie…

Wakacje… nie miałem prawdziwych od 3 lat. Szkoda tylko, że nie zdążę zrobić prawka na motor, bo do tego co planuje byłby idealny. Samochód jest za duży jak i mieszkanie, jak wszystko co planowałem dla dwojga. Plany… opowiedz mi o swoich planach…

Pamiętam jak w filmie „Nobody’s fool” Paul Newman uczył dzieciaka być odważnym. Dał mu zegarek na łańcuszku i kazał być odważnym przez 30sekund, później przez minutę. Ja próbuje nie myśleć przez minutę. Czasem przed śniadaniem udaje mi się nie pomyśleć nawet 20 razy. Szczególnie jeżeli śniadanie jest ok 15 bo poprzedniej nocy grałem w brana rakiją lub piłem shoty z orzechówki na przemian z podwójnym rumem. I rower, rower pomaga. 35km, 65km… może jestem już gotowy na zdobycie Ślęży?

Nie uciekam, nie udaje, nie ukrywam jak się czuje… nie ma już po co.

Pogoda irlandzka wybitnie… albo seattle’owa. Na setliscie dalej Soulsavers, choć mojej już nic nie uratuje. Całe dnie chodzę śpiący, a w nocy nie mogę spać.

I jeszcze mnie nosi